Szósty etap był długi, ale stosunkowo szybki. 128 km z 1716 metrów przewyższenia nie było specjalnie wymagające technicznie, jechaliśmy po szutrach i bitych drogach, a końcówkę asfaltem. Zapowiadane pełne słońce – na szczęście było trochę chmur i upał nie był tak dokuczliwy jak w poprzednich dniach. Początek nieco w górę, potem bardzo szybki piętnastokilometrowy downhill – kilkaset metrów różnicy wysokości w dół do samego dna dna doliny, piękne widoki – po prostu cudownie. Następne kilometry mijały stosunkowo szybko (z krótkimi hopkami do 200 metrów różnicy wysokości), aż do osiemdziesiątego kilometra, gdzie rozpoczął się dwudziestokilometrowy podjazd, na którym wyprzedziliśmy wiele teamów, które zwykle zostawiały nas w tyle. Końcówka znowu szybka, najpierw bita droga, a potem kilkanaście kilometrów asfaltem. Bardzo dobrze nam się jechało, najlepszy nasz etap, poprawiliśmy znacznie pozycję w generalce. Szkoda że jutro już ostatni dzień ścigania, bo wróciłem do pełni sił i mam ochotę na naprawdę mocną jazdę...

Jutrzejszy etap został znacznie skrócony, z uwagi na duże zagrożenie pożarowe - ostatnie dni były tutaj wyjątkowo suche. Będziemy mieli do pokonania niespełna 50 km, początek 17 km asfaltem, potem trochę szutry i single i ponowny przejazd dobrze nam znaną wymagającą technicznie trasą prologu. A na koniec dnia oficjalna ceremonia zakończenia wyścigu, po której będzie się działo … Do samego rana !!!

Dodano: 2011-11-02

Autor: Tekst: Zbyszek Mossoczy, zdjęcia: www.brasilride.com

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Sprzęt 2019

Przedwyścigowe dylematy sprzętowe

Singletrails Lechnica

Malta – Krawędzią klifu