Rower pędził leśną drogą jak strzała, a przez korzenie i dołki dosłownie przelatywałem. Moje nogi ledwo nadążały z pedałowaniem, choć jechałem na najcięższych przełożeniach. Pies, który ciągnął mnie i rower doskonale sprawdzał się w akcji, wyciągając mnie z piasku, podjazdów i zakrętów z siłą, jakiej nigdy bym się po jego szczupłej sylwetce nie spodziewał. Frajda, jaką daje bikejoring, jest nieporównywalna z niczym innym!

Trójpodział władzy, wymyślony już w XVII wieku przez Monteskiusza, można stosować także na rowerze, pod warunkiem, że uprawiać chcemy stosunkowo nową dyscyplinę sportu, jaką jest bikejoring. Władzą ustawodawczą jest człowiek, wykonawczą pies, który posłuszny poleceniom kolarza ciągnie go we wskazanym kierunku i w odpowiednim tempie. Trzeci element to oczywiście rower. Trudno go porównać do władzy sądowniczej, choć pod jednym względem łatwo zauważyć podobieństwo - niby ma znaczenie mniejsze niż dwa pozostałe, ale nie sposób się bez niego obejść, by cała „machina” mogła działać.

Ale o co chodzi?
Bikejoring to rzecz tak nowa i słabo znana, że konieczne jest wyjaśnienie jej genezy i zasad od podstaw. Najprościej mówiąc, jest to dyscyplina sportu zaprzęgowego, rozgrywana w warunkach bezśnieżnych, na dystansach sprinterskich (do 10 km), w której jeden lub dwa psy ciągną rower, połączone z nim liną z amortyzatorem. W odróżnieniu od tradycyjnych psich zaprzęgów, nie narodził się oczywiście wśród Eskimosów, którzy rowerów raczej nie dosiadają, lecz we Francji, w latach 80. XX wieku. Dystans, jaki pokonuje się na zawodach, wynosi niewiele, bo do 10 km i startować można tylko przy niewielkich temperaturach. Dlatego sezon trwa tu zazwyczaj od jesieni do wiosny. Do uprawiania bikejoringu wystarczy jeden pies. Myślicie, że to za mało? Gdy pies jest silny i szybki, a droga kręta i wąska - przejażdżka może przekształcić się w prawdziwy sport ekstremalny.
W Polsce bikejoring jest od 2005 roku oficjalną dyscypliną sportu. Organizowane są mistrzostwa i puchary Polski, Europy, świata… W czołówce światowej ścigają się byli lub obecni dobrzy kolarze. W Polsce jest ich niewielu, ale prawie każdy kiedyś jeździł lub jeździ na szosie lub w XC. Na zawodach międzynarodowych czasy poszczególnych zawodników różnią się od siebie tylko sekundami. Zawody bikejoringowe rozgrywane są w formule kryterium czasowego, zawodnicy stratują w odstępach jednominutowych. Tyle teorii. By dowiedzieć się, jak bikejoring wygląda w praktyce, wybrałem się na spotkanie z trójką doświadczonych i utytułowanych maszerów (od ang. musher - fachowe określenie ludzi powożących psimi zaprzęgami): Agnieszką Rychwalską, Igorem Traczem i Michałem Świderskim. Umówiliśmy się w podwarszawskim domu Michała, gdzie wśród okolicznych lasów miałem na własnej skórze poznać, czym jest bikejoring.

Najszybsze są mieszanki
Już z daleka przywitało mnie donośne szczekanie psów - nieomylny znak, że
trafiłem pod właściwy adres. Jakby na potwierdzenie tego, wyszedł mi naprzeciw gospodarz, Michał Świderski - wysoki i szczupły niczym chart - już w stroju kolarskim, z którym, jako były, wieloletni kurier rowerowy a teraz zawodnik, zrósł się chyba na stałe.
- To, co wyróżnia bikejoring od innych dyscyplin rowerowych to oczywiście psy, więc proponuję, żebyśmy zaczęli od przedstawienia naszej wesołej sfory. Mam w sumie siedem psów, ale dziś swoje przywieźli też Igor i Agnieszka, więc w kojcach jest pełniej, niż zwykle. Potężna zagroda dla psów, zajmująca sporą część podwórka, rzeczywiście tętniła życiem. To, co zaskoczyło mnie najbardziej, to brak w tej rozszczekanej hałastrze psów, które z zaprzęgami
kojarzą się najczęściej: husky i malamutów, czyli klasycznych północnych ras.
- Od ras takich jak syberian husky czy alaskan malamut wszystko się zaczęło, ale wcale nie są one najlepsze. To mit. Obecnie najszybsze są psy będące efektem mieszania różnych ras, na przykład: wyżłów, pointerów chartów, alaskan huskich – wyjaśnia Agnieszka Rychwalska, członek zarządu w Polskim Związku Sportu Psich Zaprzęgów. - Te psy są wytrzymalsze i silniejsze. Najlepsze hodowle takich psów zaprzęgowych znajdują się w Czechach i Skandynawii i tam zazwyczaj po nie jeździmy. Na zawodach istnieje wciąż oczywiście podział na tzw. psy północne i mieszanki, które są oddzielnie klasyfikowane. Minimalny wiek psów uczestniczących w zawodach tej dyscypliny wynosi 12 miesięcy. Pracę z psem można jednak zacząć wcześniej, zabierając go ze sobą na treningi, pozwalając szczeniakowi przyglądać się pracy „starszych kolegów” i samemu obserwując psa, by sprawdzić, jakie ma predyspozycje. Ważne jest to, jak pies zachowuje się w grupie, czy ma skłonności przywódcze, tzn. czy jest liderem, czy tylko siłą roboczą - podkreśla Ryhwalska.
- Nie każdy pies, który sprawdza się w zaprzęgach, nadaje się do bikejoringu - mówi Igor Tracz, dyrektor ds. bikejoringu w Polskim Związku Sportu Psich Zaprzęgów, człowiek wielu pasji i talentów (wspinacz, speleolog, płetwonurek, kolarz górski, twórca rowerowej edycji Harpagana, instruktor sportu psich zaprzęgów, utytułowany maszer). - Gdy startujemy na saniach z wieloma psami, wystarczy jeden lider, reszta za nim pójdzie i stanowić będą znakomity zespół, choć same nie poradziłyby sobie. W bikejoringu, gdzie pies jest tylko jeden, musi mieć cechy indywidualisty. Kupując szczeniaka, zawsze musimy się liczyć z ryzykiem, że nie okaże się on typem lidera i będzie mógł pracować tylko w grupie. Dlatego zdecydowana większość maszerów ma kilka psów i startuje w kilku dyscyplinach zaprzęgowych.

Dodano: 2007-10-24

Autor: Tekst: P. Skoczek, zdjęcia: P. Skoczek, A. Łukasik, K.H.Raubuch, K. Kalat,

Tagi: bikejoring

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • ekwipunek dla młodego kolarza
  • Epicka Czwórka - cztery dni wyścigów MTB
  • skuteczności diet niskowęglowodanowych