We czwartek klepnąłem ostatnie artykuły w gazecie i wieczorem siedzieliśmy w grzmiącym aucie. W piątek byliśmy już w Ligurii, to zaledwie 15 godzin samochodem. Non stop. Zamiast poćwiczyć na odcinkach specjalnych albo przynajmniej je zlokalizować zrealizowaliśmy sesje zdjęciowe dla rowerów, które nazajutrz mieliśmy złomotać w czasie SuperEnduro.


Zatem na starcie stanęliśmy zupełnie niezorientowani i świeżutcy - zdecydowanie należeliśmy do nielicznej grupy. Pozostali zawodnicy wyglądali tak jakby ostatni tydzień eksplorowali najlepsze ścieżki wcale nie przejmując się widokami. Biedni głupcy!


Prolog miał odbyć się w pełnym rynsztunku: obowiązkowym full face nakolannikach i rękawiczkach. Ze swojej strony założyłem jeszcze spodenki i koszulkę. Nie była wymieniona w regulaminie ale bez tych elementów garderoby głupio bym się czuł. Włoska organizacja przeganiała nas z jednej na druga stronę tryumfalnego łuku, aż w końcu za sprawę wzięli się, też włoscy sędziowie w uniformach UCI. I zapanował porządek. Mega profesjonalne Panie Sędziny z UCI dopuściły nas na scenę z której rozpoczynał się prolog. Siara mówi że od dźwięku pip, pip, pip, pip, pip, PIP! boli brzuch. Faktycznie. Zatem rzuciłem się w ciemne uliczki Finale i lekko nadrzucając kołem na ciasnych nawrotkach zbliżałem się do mety. Wpadłem na kreskę i wypuściłem powietrze. To było krótkie i odświeżające przeżycie. Mój pierwszy raz w full face.

Kiedy rano ruszyliśmy w stronę pierwszego OSu postanowiliśmy się nie ociągać. Asfaltowa szosa śmiało wznosiła się na Morzem Śródziemnym. Mimo tego że startowaliśmy co 15 sekund dogoniliśmy tylko jednego nieszczęśnika z przebitą dętką i numerem wskazującym że musi się naprawdę starać żeby zdążyć na swoja kolejkę w walce na zjeździe. Dojechaliśmy lekko wilgotni od potu ale za to z 20 minutami rezerwy. Na górze po raz kolejny usłyszałem Five four theree twoonego i odpaliłem do przodu. Trasa początkowo była dość płaska więc zawzięcie pedałowałem i kiedy wpadłem na techniczną sekcję poczułem że 180 mm skoku w testowym Wheelerze są mi absolutnie niezbędne. Dwa razy wybroniłem się od niechybnej wywrotki i bardziej poczułem niż zobaczyłem że wyprzedza mnie Siara z naszego teamu. Puściłem go ale jednocześnie postanowiłem nie oddać tego zjazdu bez walki. Puściłem klamki i już po chwili w dół prowadził Generał Wheeler R na spółkę z pewnym fizykiem Issakiem Newtonem. Ale dzięki temu nie wyprzedził mnie już chyba nikt. W szampańskich humorach ruszyliśmy na podbój kolejnego OSu.

Dodano: 2011-10-28

Autor: Tekst: Miłosz Kędracki

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

  • Sportful Dolomiti Race
  • Rajdy dla Frajdy 2018
  • Jazda na rowerze a smog
  • Jak przygotować rower do sezonu zimowego?
  • Sygnalizacja w garści