Malownicze pojezierze z bogatą, wielowiekową historią, otoczone górami z królującym majestatycznym Dachsteinem, stwarzające doskonałe warunki do wszelkich form turystyki i sportu praktycznie przez cały rok. Polskim bikerom kojarzy się jednak przede wszystkim z Salzkammergut Trophy - największą imprezą w austriackim świecie MTB.
Najbardziej intryguje oczywiście dystans królewski 200+. Kiedy szykowaliśmy ten materiał, dotarło do nas ponownie jak wielką jest przygodą i że przyciąga specyficznych zawodników. Rozmawiając z nimi dowiedzieliśmy się o tym, że w dużych górach na gigantycznej przestrzeni największą przeszkodą nie jest dystans czy przewyższenie, tylko niechęć do dyskomfortu. Nasi rozmówcy przekonali nas, że taki dystans pokonać można nawet bez wielkiego bagażu doświadczeń, a o zwycięstwie i ukończeniu decyduje odporność psychiczna.

Pełen tekst artykułu zamieściliśmy w wydaniu papierowym bikeBoard 9/2010 (gdzie kupić). Poniżej natomiast prezentujemy wyniki polskiej ekipy oraz porcję dodatkowych informacji okraszonych zdjęciami, które nie znalazły się w wydaniu papierowym.

Uczestnicy zwracają uwagę na niezwykłą atmosferę Salzkammergut Trophy. Mówią o tysiącach zainfekowanych cykloza fanów z całej Europy. Ludziach, którzy w różnych językach mówią o jednym: jeździe na rowerze. Na okrągło. Przygotowanie profesjonalnych zawodów objawia się wszędzie, nie tylko w biurze zawodów, z którego powinni brać przykład nasi organizatorzy. Na bufetach wszyscy się ruszają i ze zrozumieniem proponują i błyskawicznie podają właśnie to, czego oczekuje kolarz. Widać, że oni także kiedyś startowali w maratonie i wiedzą jak i w którym momencie wyciągnąć rękę. Ułożenie i zaopatrzenie bufetów oraz oznakowanie trasy pozwala całkowicie zapomnieć o troskach i skoncentrować się na kręceniu i oddychaniu.
W razie kłopotów technicznych dostępny jest serwis, gdzie nie tylko można naprawić podstawowe defekty, ale błyskawicznie nasmarować łańcuch czy zaopatrzyć się w dętkę.
Kibice!!! Uczestnicy nie szczędzą słów, żeby oddać zaangażowanie kibiców, które niezwykle podnosi na duchu i motywuje do dalszego wysiłku. Specyfiką alpejskich maratonów są specyficzne trasy. Wprawdzie góry w okolicach Bad Goisern są dość niskie i widokowo nie przytłaczają, to podjazdy są konkretne. Jak pozwiedzał Zbyszek Mossoczy Sikorski bikeBoard Team: mały podjazd dla nich, 500 m, to u Golonki jest największy podjazd w serii np. na Jaworzynie. Te największe mają 1000 m w pionie, ale to i tak nic w porównaniu do Grand Raid, gdzie pod górę było 1500, a na zjeździe musiałem się zatrzymywać, żeby dać odpocząć palcom. Nie powinien was zwieść stereotyp dotyczący szutrowych autostrad. Owszem większość podjazdów wygląda właśnie tak, ale zjazdy są w większości technicznie trudne i trzeba umieć naprawdę bardzo dobrze prowadzić. W Polsce najtrudniejsze zjazdy układane przez Wieśka Legierskiego są stosunkowo wolne w razie kłopotów można najwyżej obojczyk złamać. Na Salzu zjazdy są szybkie i jak coś się wydarzy, to może być prawdziwa katastrofa. Powiedział nasz zawodnik teamowy Zbyszek Mossoczy ciągnąc dalej:

Dodano: 2010-11-30

Autor: Miłosz Kędracki

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • Czy CCC Team zaspokoi oczekiwania polskiego kibica?
  • Mistrzostwa Europy adventure racing w Polsce
  • Żywienie w kolarstwie górskim
  • Zaburzenie wzorca oddechowego i jego możliwe konsekwencje