To było tuż przed startem maratonu. Stałem z mikrofonem obok naprawdę zgrabnej i ładnej laski, ubranej w dodatku w obcisłe trykoty. Nie muszę tłumaczyć, jakie wrażenie robi taka dziewczyna. 

Oczywiście szybko zebrała się obok grupka rozgrzanych (przed startem) facetów. Widziałem te spojrzenia przesuwające się nieśpiesznie od kasku ku dołowi. Na wysokości bioder było po zawodach... „No stary, ale sprzęt! Musi nieźle wyrywać”. Po słowie „amor” wiedziałem już, że chłopcy skupili się na jej rowerze i możemy sobie z Joasią spokojnie pogadać. Nikt nam nie przeszkadzał. Joannę Jabłczyńską znacie z serialu „Na Wspólnej”, z występów w programie „Jak oni śpiewają”. Pokazywała się też i na wielkim ekranie, choćby jako Tosia w filmie „Nigdy w życiu”. I pewnie nigdy w życiu nie wpadlibyście na to, że „nasza ci ona”! Czyli rowerzystka.

bikeBoard: Joasiu, wyjaśnijmy sobie coś, zanim zaczniemy rozmawiać o poważnych rzeczach. Ja słyszałem, ze Ty strasznie kręcisz?
Joanna Jabłczyńska: (śmiech) Tak! Właściwie to kręcę od zawsze, ale nie chodzi o to, że jestem kłamczuchą!

bB: A nie jesteś?
JJ: Nie. Naprawdę.

bB: Od tego roku jesteś magistrem prawa, więc znasz formułkę: „będę mówić prawdę i tylko prawdę”. Tylko na rowerze kręcisz?
JJ: Tak. Właściwie jeżdżę od zawsze i chyba mi to w genach przeszło, ponieważ mój tato bardzo lubił jeździć. Był nawet na wyprawie rowerowej w Turcji. Ale tak poważnie zakręciło mnie jakieś 3 lata temu. Tak, że sama czasami stukam się w głowę...

bB: Na czym to zakręcenie polega?
JJ: Właściwie każdy weekend w sezonie spędzam na maratonach rowerowych i to są maratony hardcorowe. Jazda po górach, w błocie, po korzeniach, po kamieniach, po strumieniach. Jak Maja Włoszczowska, tylko w wersji amatorskiej. Nawet na podobnych rowerach jeździmy. Ja mam Scotta Scale’a 30. A on ma taką samą ramę jak jej rower. 

bB: Cenisz swoją pasję...
JJ: A pewnie. Mam też szosówkę Bergamonta, carbonową, i jeszcze przepiękną „holenderkę”, ale nie mam czasu na nią wsiadać, bo już i tak sumienie mnie gryzie, że brakuje mi czasu na trening. 

bB: To może dla równowagi pochwal się osiągnięciami.
JJ: Też mam czym, a co ty myślisz! (śmiech) Brałam w tym sezonie udział w maratonie szosowym, ale też górskim, w Istebnej. Tam było do przejechania 160 km i 2600 m przewyższenia, i udało mi się zająć trzecie miejsce. Ale już się tłumaczę, dlaczego. Otóż ja nie jeżdżę szybko, ale jestem upartą bestią. I tylko raz mi się zdarzyło - przez awarię - nie ukończyć maratonu. Po prostu: ile by nie miał kilometrów, jakie by nie były przewyższenia, to wiadomo, że Jabłczyńska dojedzie. Choćby to miało zająć dwadzieścia cztery godziny. I tak też było w tym przypadku. Po prostu inne dziewczyny wymiękły i dojechały tylko trzy. Co prawda, ja za tą drugą byłam... no w godzinach trzeba było liczyć odstęp między nami, ale mimo wszystko! Jest trzecie miejsce, jest pudło, jest puchar, więc to dla mnie naprawdę duże osiągnięcie. I jeszcze jedno - wakacyjny weekend na Mazurach - w trzy dni zrobiłam 245 km! 

bB: Czuję, że się czerwienię...
JJ: Coś ty, ja w tygodniu w ogóle nie jeżdżę. Nie mam czasu. Nawet w wakacje mam dużo pracy. Nie mówiąc o tym, że mam też zwyczajne obowiązki: prasowanie, pranie, sprzątanie. Mieszkam sama, więc nikt za mnie tego nie zrobi. A weekend po prostu staram się wykorzystać maksymalnie, no i na rowerze siedzę właściwie cały czas. 

Dodano: 2009-05-31

Autor: Rozmawiał:Piotr Jaworski,zdjęcia:arch.Joanny Jabłczyńskiej,Agnieszka Jawor

Tagi: dziewczyna, wywiad, Jabłczyńska

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • Czy CCC Team zaspokoi oczekiwania polskiego kibica?
  • Mistrzostwa Europy adventure racing w Polsce
  • Żywienie w kolarstwie górskim
  • Zaburzenie wzorca oddechowego i jego możliwe konsekwencje