Branża rowerowa przekonywała organizację UCI i zawodowych kolarzy do hamulców tarczowych już od 2015 roku. W czerwcu, oficjalnie zakończył się prawie 3-letni etap testów i od 1-go lipca tarcze są dopuszczone na wszystkich wyścigach szosowych pod patronatem UCI.

Przy okazji załapały się jeszcze BMXy. W ubiegłych latach, na tymczasowych pozwoleniach tarcze były używane przez szereg zespołów i wywoływały gorące dyskusje na temat bezpieczeństwa, jak na przykład ta po wypadku Francisco Ventoso's na Paris-Roubaix 2016, w którym kolarz Movistar o spowodowanie ran ciętych goleni podczas kraksy oskarżył tylną tarczę jednego z 16 zawodników jadących z takimi hamulcami. Koloryzowane porównanie do rozgrzanych noży czy wręcz maczet chwilowo zniechęciło UCI i doprowadziło do kilkumiesięcznego zawieszenia testów. Po zweryfikowaniu i odrzuceniu oskarżeń Ventoso, UCI na wszelki wypadek wprowadziła obowiązek zaoblania krawędzi tarcz przez producentów i zabroniła stosowania wystrzępionych brzegów.

Foto: Cycling Sports Group

Data tegorocznej stałej legalizacji tarcz poprzedzająca rozpoczęcie Tour de France o 6 dni nie jest przypadkowa i ponieważ była długo oczekiwana, spowodowała lawinę premier nowych rowerów zaprojektowanych pod tarczówki: Cannondale SystemSix, Specialized Venge 3-ciej generacji, Ridley Noah Fast Disc, Trek Madone Disc i BMC Timemachine Road będą prawdopodobnie używane w Tourze. Co istotne, wszystkie te premiery dotyczą rowerów aero, w których wieszczono wolniejszą adopcję tarcz, ze względu na zwiększenie masy powyżej limitów. Najwyraźniej jednak zalety związane z jakością hamowania przewyższają wady czyli większą masę. W rowerach klasyfikacji generalnej lub modelach ultralekkich waga nie ma takiego znaczenia, bo i tak łatwo im zejść do dolnego limitu 6,8 kg.

Foto: Bianchi

Tarczówki będą w najbliższych latach wyzwaniem dla neutralnego serwisu – różne średnice i wymagana większa precyzja ustawienia powierzchni hamującej i klocków utrudnią wymiany kół na trasie do czasu, kiedy wszyscy przyzwyczają się do nowego standardu i klasyczne obręcze nie wyjdą z użycia. Wieńca żałobnego od bikeBoardu nie poślemy. Na początkowych płaskich etapach TdF 2018 nie widać wiele tarczówek, ale są one dobrze widoczne na mecie. Peter Sagan i Fernando Gaviria dostali nowego Venge’a, John Degenkolb wygrał na tarczach 9-ty etap z metą w Roubaix. Team Sky nie przesiadł się jeszcze na tarcze, choć mają taką opcję – Dogma F10 Disk. W czasie kiedy zamykamy numer, kolarze wjeżdżają w Alpy i wybory sprzętowe mogą się zmienić. Tymczasem w redakcji trwają dyskusje i obstawianie – kiedy będziemy świadkami pierwszego wyścigu ProTour bez hamulców obręczowych: za 2, 5, 10 lat? Inne rewolucje były dość powolne, ale świat się rozpędza. Szytki nadal trzymają się mocno, ale carbon na dobre zastąpił stal i alu w jakieś 5-7 lat…


Cały tekst znajdziecie w bikeBoard 8/2018 (gdzie kupić). Możesz też kupić e-wydanie.

Dodano: 2018-08-06
Tagi: szosa, tarczowe

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Sprzęt 2019

Przedwyścigowe dylematy sprzętowe

Singletrails Lechnica

Malta – Krawędzią klifu