Whistler. Nic nie trzeba dodawać. No może tyle że kiedy pojawiliśmy się tu w lekkich kaskach i na „małych rowerach” poczuliśmy się co najmniej nieswojo. Wyciąg pod Black Comb zapchany był chłopakami w fullface'ach... Patrzyli na nas i nasze rowery tak jakbyśmy wpadli tu wprost z jakiejś parady. Pomyślałem że rower którym się tu wybrałem jest co najmniej niewłaściwy i poszliśmy na pizzę. Umazany sosem zastanawiałem się czy 160 dolców za dzień na zjazdówce w centrum wszechświata DH i FR to dużo czy mało, kiedy zaczęła podrywać nas dziewczyna. Niewiarygodne. Janette okazała się pochodzić z Polski i z wypiekami na twarzy oglądała mojego... Anthema dwudziestodziewięciocalowego fulla o skoku 100 mm. I just love xc biking, you guys want to do some cardio? I wysłała nas na najlepsze trasy na ziemi jakie miałem dotychczas pod swoimi kołami. Okolice Lost Lake to niebywała sieć ciasnych singli. Bardzo technicznych i nazywanych tu Whistler XC. No, wszystkiego najlepszego. Rychlebskie to enduro? Zrewidujcie poglądy. Singletrek i Rychlebskie to ledwo co tysięczny ułamek trudności technicznych na jakie można się natknąć na Peaches en Regalia, Tortures Never Stop czy naszpikowana głazami i kładkami w tym profilowanymi w zakręty Pinocchios Furnitures. Mebelki były genialne i to nie tylko pod względem technicznym wreszcie dowiedzialem się ile tak naprawdę wynosi moje HRMax. Janina miała racje genialne cardio.
I wiecie co jeszcze, spotkaliśmy tu, bez kitu, co najmniej 20 dziewczyn na rowerach. Kilka o niebiańskiej urodzie i perfekcyjnych figurach że aż baliśmy się je fotografować gdy z gracja i lekkością pokonywały progi i mostki. Raj?
Janina vel Janette powiedziała nam jeszcze, jeczcie koneczne na Comfortably Numb to moja the best trasa. Żeby tam się dostać musieliśmy pokonać jeszcze Toads of the Short Forrest i wiecie co? My daliśmy radę, ale rama jednego z naszych rowerów nie. Niedobre ropuchy! Dlatego do Comfortably Numb musiałem dostać się bez towarzystwa. Janinka poleciła dojazd do legendy za pomocą całkiem nowego Yummy Numby [jami nami]. Pychota! Sprawdźcie film z pierwszego odcinka. Dalej było jeszcze lepiej i o niebo trudniej. Ale znacznie szybciej bo nie robiliśmy zdjęć. Zjazd do Whistler trwał dokładnie tyle samo co podjazd i na dół dotarłem w stanie idealnie odpowiadającym nazwie szlaku: przyjemnie zdrętwiały. Whistler na rowerze XC? Hell yes!
W dziale testy on line sprawdzajcie jak daje radę testowany przez nas w Kanadzie Giant Anthem 2.


Dodano: 2012-06-27

Autor: bB (MK)

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • Czy CCC Team zaspokoi oczekiwania polskiego kibica?
  • Mistrzostwa Europy adventure racing w Polsce
  • Żywienie w kolarstwie górskim
  • Zaburzenie wzorca oddechowego i jego możliwe konsekwencje