Na pierwszy ogień poszła Mt. Frome. Czyli klejnot w koronie North Shore. I pierwsze zaskoczenie polegało głównie na tym kto tu jeździ, potem zdziwienie polegało na tym jakiego sprzętu używają. A dopiero na koniec czym są trasy takie jak np. czarna Crinkum Crankum czy Bobsled i. Zrobiliśmy je w monsunowym deszczu więc trudno powiedzieć jak było. Trasy na pewno są genialne ale my... My tu jeszcze wrócimy.
Wczoraj eksplorowaliśmy Squamish i nie ma cienia przesady w reklamowym haśle tej dziury, że jest to outdorowa stolica Kanady. Trasy absolutnie rewelacyjne i niezwykle zróżnicowane od A line'owego Half Nelson po hardcorowy ale wciąż niebieski Angry Midget przez całkowicie porąbany i zeerodowany do bólu Recycle zakończony fenomenalną kładką ciągnąca się kilkadziesiąt metrów (na zdjęciu). Na szczęście Kanadyjczycy zmusili nas do Your Mum, nalegając ride your Mum. Kazirodztwo? – nie, ride your mum – koniecznie! Wow! (z kanadyjska) to było najlepsze z możliwych zakończenie dnia. Dziś obudziliśmy się w Whistler i zaraz idziemy sprawdzić co na nas czeka.

Dodano: 2012-06-26

Autor: bB (MK)

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • Czy CCC Team zaspokoi oczekiwania polskiego kibica?
  • Mistrzostwa Europy adventure racing w Polsce
  • Żywienie w kolarstwie górskim
  • Zaburzenie wzorca oddechowego i jego możliwe konsekwencje