Dzisiejszy etap (95 km z 1750 metrów przewyższenia) za nami. To czego się obawialiśmy – czyli upał – był niemiłosierny. Do mety dotarliśmy po równej jeździe bez kryzysów, w większości w pełnym słońcu. Start o 8.00, rano jechało się bardzo fajnie, jeszcze było chłodno. Kilkanaście kilometrów na podjeździe bitą drogą szybko minęło. Potem był świetny singiel – ponad 20 kilometrów bardzo technicznej trasy, z dużymi różnicami wysokości – po prostu rewelacja – esencja MTB. Następne kilometry to szybsze bite drogi i szutry, w palącym słońcu i mocno pod wiatr. Zjechaliśmy z niespełna 1500 metrów n.p.m. (najwyższy punkt na trasie) tracąc prawie kilometr w pionie, a zyskaliśmy duuużo wyższą temperaturę . Na koniec to, czego obawialiśmy się najbardziej – asfaltowy sztywny podjazd długości około 7,5 km, na którym było ponad 500 metrów przewyższenia. Temperatura ponad 40 stopni, ostre słońce – żar lał się z nieba. Podczas wyścigu i tuż po wypiłem prawie 15 litrów płynów. Bardzo zatęskniliśmy za naszym klimatem… Poprawiliśmy naszą pozycję w generalce, odrabiamy pomału straty z drugiego etapu. Pełne wyniki na www.brasilride.com.br


Jutro po kilku dniach w Rio de Contas wracamy do Macuge - tam zostanie przeniesione z powrotem miasteczko zawodów. Jutrzejsze 128 km szutrami i bitymi drogami przy sumie podjazdów 1716 metrów powinno być stosunkowo szybkie. Startujemy o siódmej rano. Przynajmniej na początku będzie chłodniej …

Dodano: 2011-10-28

Autor: Tekst: Zbyszek Mossoczy, zdjęcia: www.brasilride.com

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Sprzęt 2019

Przedwyścigowe dylematy sprzętowe

Singletrails Lechnica

Malta – Krawędzią klifu