E6 nocny treking, 27 km

Tutaj wszystko wzięło w łeb. Po pierwszych 100 m biegu, odnowiła mi się kontuzja kolana. Każdy krok sprawiał ból, najgorzej było na zejściach. Na płaskim, czy pod górę nie było najgorzej, ale o biegu nie było żadnej mowy. Do tego trudna nawigacja. I pogoda: wiatr, zacinający deszcz, mgła. Poszukiwania kolejnych punktów zaczynają przedłużać się. Po drodze spotykamy inne ekipy. Niestety, nie jestem w stanie nawiązać walki, kolano nadal boli. Ale tylko jak chodzę ;-) Widząc moje kuśtykanie zawodniczka z napotkanej ekipy, pożycza mi opaskę na kolano – jest trochę lepiej. Ten gest powoduje, że mój nastrój poprawia się o kilka punktów. A my błądzimy nadal. Prawdziwa zmora jest „skrzyżowanie strumieni”. W tej ulewie, wszystko wydaje się być strumieniami. A znalezienie po ciemku tych właściwych nie jest sprawa łatwa, przynajmniej dla nas. Po sześciu godzinach napierania, pojawia się przebłysk geniuszu; a może tak zażyć środek przeciwbólowy? Od tej chwili, przynajmniej mogę prawie normalnie chodzić. Po dalszych dwóch godzinach decydujemy się na użycie folii NRC. I napieramy dalej, szukając kolejnego punktu. Po piątej rano zaczyna się rozwidniać i udaje nam się odszukać przedostatni punkt. Dochodzimy do wniosku, że ostatni musimy odpuścić, bo nie zdążymy zmieścić się w limicie 27 godz. Zaczynamy powrót na przepak B. O godz. 6:30 odbieramy telefon z biura zawodów. Pytają o nas i przypominają o limicie powrotu na przepak. Jakim limicie??? A jest coś takiego? No cóż, było napisane na mapie a my nie zwróciliśmy na to uwagi. No to koniec… Przecież na przepaku mamy rowery i suche ubranie. Udaje nam się skontaktować o obsługą – okazuje się, że zaczekają na nas. Zażywam kolejny środek przeciwbólowy. Planując treking optymistycznie zakładałem 6 godzin, nie więcej niż 8. Realnie zajęło nam to 13 godzin a w dodatku nie znaleźliśmy jednego punktu. Również nie wiedzieliśmy jak sędziowie potraktują nasze spóźnienie. Przebierając się ustalamy taktykę: zostały 3 punkty, odpuszczamy jeden w terenie, dwa pozostałe są po drodze w dodatku szosą. Powinno być OK. Wprawdzie kara nas nie minie, ale powinniśmy ukończyć.

E7 rower, 33 km

Nastrój idzie górę, ruszamy. Już teraz nic nas nie zatrzyma. Wprawdzie treking poszedł nam "umiarkowanie", to teraz się odkujemy. Rozpoczynam zjazd z Przełęczy Kocierskiej. Po paru kilometrach stało się… Padło pytanie, skierowane do mnie: "Karty startowe, oczywiście masz?". Bez namysłu odpowiadam, że przecież nie ja… Powoli dochodzi do nas okrutna prawda. Karty zostały w kieszeni moich mokrych spodni. I z rzeczami z przepaku zmierzają w stronę mety. No to już koniec! Zastanawiamy się co robić. Odbić punkt na czymś? Ale na czym, nie mamy nic takiego. Poza tym, w regulaminie było napisane, że podstawą weryfikacji obecności są karty. A my ich nie mamy :-/ Bohatersko oświadczyłem kumplowi, że może mnie zabić - jest to jedyna rzecz, jaka mogę dla niego zrobić. Wracając do Bielska-Bialej przejeżdżaliśmy w pobliżu jednego z punktów a nasze serca skowyczały z bólu i rozpaczy… Ehhh… szkoda każdego słowa. Minęliśmy metę bez zatrzymywania i pojechaliśmy na miejsce startu. Wróciliśmy tam po równych 25 godzinach napierania, mając jeszcze 2 godz. czasu do limitu. Następnego dnia dowiedziałem się, że była szansa na ukończenie zawodów. Można było sfotografować się na tle punktu, przedziurawić perforatorem cokolwiek lub zostawić na punkcie coś charakterystycznego. Niestety, my o takiej możliwości nie wiedzieliśmy. Ale wtedy, nie myśleliśmy o tym. Tylko o tym, że trzeba ponownie wrócić na metę, bo tam w rzeczach z przepaku jest klucz do samochodu.
I tak zakończyłem swoje pierwsze zawody AR. Gorycz porażki będę odczuwał jeszcze długo. Natomiast nikt nie odbierze mi wrażeń i przeżytych doświadczeń. Pomimo wszystko, warto było. Teraz czas na leczenie ran, tych psychicznych również ;-) Nb. w domu zapytano mnie, widząc moje rozliczne siniaki i zadrapania, czy może brałem udział w jakichś nielegalnych walkach oraz czy może próbowałem dokonać samookaleczenia.

Dodano: 2009-08-17

Autor: Tekst: Robert Baś, zdjęcia: Jarek Gewinner

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • lekkie koła do maratonu
  • Road Tour 2019
  • Andy - Apu Wamani
  • testujemy: Fulle XC, Ghost Kato 3.9 AL, KTM X-Strada 20, Trek Madone SLR 9 Disc eTap,Merida Silex 200, Scott Ransom 920