E3 kajak, 11 km

Do kajaka wsiadamy równocześnie z trzema innymi ekipami. Trochę niepokojące jest, że są ekipy, które chyba kończą już tę konkurencję. Rozpoczynany rejs ku jednemu z dwóch punktów. Obserwuję inne zespoły i zastanawiam się, jak to jest. Rozumiem, że ci którzy szybciej machają wiosłami są od nas szybsi. Ale jak, u licha, robią to ci, którzy wiosłują takim samym rytmem? Może po prostu oni umieją… A teraz pytanie, co może się zdarzyć na kajaku? Kiedy zadawałem to pytanie różnym znajomym, to słyszałem w pierwszej kolejności, że można się wywrócić, czyli zrobić pół eskimoski. Eskimoska polega na powrocie do pozycji pionowej po wywrotce kajaka. Pół eskimoski, to połowa z tego ;-) Ale nie to miałem na myśli. Podpowiem, że również nikt z nas nie dostał choroby morskiej. Natomiast dostałem skurczu nóg!!! Nie wiem jak to możliwe, ale jednak. Być może jedna z przyczyn była obniżająca się temperatura i coraz obfitszy deszcz. Do tego, co tu kryć, zaczęło być trochę monotonnie, by nie powiedzieć, że nudno… Z drugiej strony, ta zdarta na dłoniach skóra w jakiś sposób dodawała kolorytu ;-)

E4 rolki, 10 km

Na tym etapie trudno mówić o nudzie. Cztery pętle (chciałem napisać, że szybkie, ale chyba minąłbym się z prawdą) w deszczu wymusiły większa koncentrację. Niestety, nie na tyle aby nie poślizgnąć się na przedostatnim nawrocie. No cóż, praktycy raczej nie zalecają takiego sposobu zatrzymywania się ;-) Ciekawym i podbudowującym spostrzeżeniem było, że zauważyłem kilka osób jeszcze gorzej jeżdżących niż ja. Ale ile zespołów robiło to lepiej. Ehhh… Na szczęście przebieramy się, uzupełniamy prowiant i ruszamy dalej na rowerach.

E5 rower, 10 km

Niby niewiele, ale trzeba wyjechać na Przełęcz Kocierską. Strome podjazdy jedziemy tak, żeby się nie zarżnąć, ale całość trasy chcemy przejechać jak najszybciej. Pomimo, że zjazdy chcę przejechać, hmmm… nazwijmy to, rozważnie, to udaje mi się na jednym z nich wysiąść przez kierownicę :-/ Przy upadku doznałem otwartego pęknięcia mapnika rowerowego, co miało zemścić się następnego dnia. Jakoś pozbierałem się i ruszyliśmy dalej. Jeszcze tylko kumplowi rozpiął się łańcuch i w ten sposób limit pecha sprzętowego został wyczerpany. Na przepak B dotarliśmy w pierwszej dziesiątce, tracąc do czołówki ok. 50 minut. Robi się coraz zimniej i coraz bardziej deszczowo. Czas na zadanie specjalne.

ZS1 park linowy

Po ubraniu się w odpowiednią uprząż i błyskawicznym szkoleniu wspinam się na linową drabinkę. Instruktor przypina mnie do liny. Na tym jego rola się kończy. Ja muszę tylko rzucić się w przepaść i zjechać na dół. W sumie, to nie wiem czym się stresuję. Tysiące osób jechało tak przede mną i nikomu nic się nie stało. A przecież bardzo często przejeżdżam koło parku linowego, to powinienem być oswojony ;-) W każdym razie zjechałem. Później kolejne elementy parku linowego, dwa zjazdy i nareszcie mogę cieszyć się twardym gruntem pod nogami.
Mała rzecz a cieszy. Po zakończeniu zadania przebieramy się w suche ciuchy na etap trekingowy. Na szczęście, po krótkim wahaniu, ubieram wszystko co mam przygotowane – chyba Opatrzność nade mną czuwała. Ruszamy w dalszą drogę. Jest 19:15, szacuję, że jesteśmy w połowie dystansu. W stosunku do planowanego czasu, jesteśmy na plusie. Czyli wszystko idzie według planu.

Dodano: 2009-08-17

Autor: Tekst: Robert Baś, zdjęcia: Jarek Gewinner

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • lekkie koła do maratonu
  • Road Tour 2019
  • Andy - Apu Wamani
  • testujemy: Fulle XC, Ghost Kato 3.9 AL, KTM X-Strada 20, Trek Madone SLR 9 Disc eTap,Merida Silex 200, Scott Ransom 920