Na początku roku, gdy za oknem jeszcze leżało sporo śniegu i tylko nieliczni zarażeni cyklozą ośmielali się wyciągać rowery na przejażdżki, dostałem propozycję nie do odrzucenia - przyłączenie się do SIKORSKI bikeBoard TEAM i reprezentowanie biało-czerwonych barw na terenie Mazowsza. Jako, że mieszkam w Warszawie już od dwóch lat, ofertę przyjąłem bez wahania. Zwłaszcza, że złapałem już kilka lat temu bakcyla MTB, ale chyba przez te lata brakowało mi mobilizacji i jakiegoś celu. Wraz z nadejściem wiosny taki cel jasno się wyklarował: uczestnictwo w cyklu Mazovia MTB 2010 i zajęcia jak najwyższego miejsca odpowiadającego moim umiejętnościom i wytrenowaniu. Poniżej przedstawiam relacje i wspomnienia z każdej z edycji, w której brałem udział. Początkowo nie sądziłem, że zaliczę prawie 100% startów, ale jak się okazało nie byłem tylko na jednych zawodach.
Zgierz
Pierwsze zawody w sezonie przyciągnęły na start blisko 1200. Widać, że brać kolarska spragniona była rowerowych emocji po długiej zimie. W Zgierzu pojawiły się zarówno całe rodziny traktujące ten sport czysto amatorsko, jak i poważni zawodnicy. Ja, jako absolutny debiutant startowałem z ostatniego, 10 sektora. Oczywiście z zamiarem przebicia się wyżej. Dystanse skrojone na miarę i na zastane kości zawodników, bo dystans MEGA miał tylko 42km. Z drugiej jednak strony na mecie czuło się lekki niedosyt, bo przy tak pięknej pogodzie każdy z chęcią nakręcił by jeszcze te 10-15km więcej. Trasa okazała się dość wymagająca, ze sporą ilością krótkich, ale stromych podjazdów. Na deser, tuż przed metą, trasa dwukrotnie podjeżdżała pod lokalny stok narciarski Malinka. Inauguracja z pewnością należała do udanych i widać było, że tegoroczna edycja Mazovia MTB przyciągnie wielu miłośników dwóch kółek.
Nidzica
Druga edycja miała miejsce w zupełnie innym zakątku Polski, praktycznie na przedsionku Warmii i Mazur, a mianowicie w Nidzicy. Od rana niemiłosiernie padało, a taka ponura pogoda połączona z koniecznością wczesnego wstawania nie nastrajała optymistycznie. Jednak z każdą minutą jazdy samochodem niebo przejaśniało się i na miejscu przywitało wszystkich ciepłe, majowe słońce. Tu startowałem już z 7 sektora, do którego awansowałem po poprzednich zawodach. Oczywiście plan był aby utrzymywać postęp i wywalczyć stałe miejsce w 3-4 sektorze, co wydawało mi się, że odzwierciedla moje umiejętności i formę. Dystans tym razem wynosił ponad 60km, a nie było również pewności czy nie wpadną jeszcze dodatkowe kilometry - wszak takie rzeczy bardzo często się zdarzają. Okolice Nidzicy świetnie nadają się do uprawiania MTB i wbrew pozorom naprawdę jest gdzie pojeździć. Trasa była bardzo zróżnicowana i chyba każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Śmiało mogę powiedzieć, że była to jedna z najlepszych tras Mazovii w tym roku i żałuję, jak się później okazało, że nie mogłem wystartować w pobliskiej Mławie pod koniec sierpnia. Ostatecznie licznik zatrzymał się na 64km i na szczęście ostatnie z nich prowadziły lekkim, szutrowym zjazdem wprost na metę, co pozwoliło mi ocalić trzeźwość umysłu. Liczne podjazdy skonsumowały całą moją energię i na finisz przyjechałem naprawdę mocno zmęczony. Ale wrażenia były bezcenne i z pewnością jest to trasa do zaliczenia w przyszłym roku. Podczas zawodów miało miejsce dość niebezpieczne zdarzenie – jeden z zawodników zderzył się z jeleniem, który niespodziewanie przebiegł tuż przed grupką kolarzy. Poszkodowanemu nic poważnego się nie stało, ale jak się później okazało ten wypadek okupił kilkumiesięcznym rozbratem z rowerem.

Dodano: 2010-10-31

Autor: Tekst:T.Papir-Zwierz,zdjęcia: S.Rybak, R.Baś, Z.Kowalski

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • Czy CCC Team zaspokoi oczekiwania polskiego kibica?
  • Mistrzostwa Europy adventure racing w Polsce
  • Żywienie w kolarstwie górskim
  • Zaburzenie wzorca oddechowego i jego możliwe konsekwencje