Historia sięga lat 90. XX wieku, kiedy to Mavic do spółki z Hutchinsonem i Michelinem zaprezentowali standard UST (Universal Standard for Tubeless), czyli specjalne obręcze i opony pozwalające na jazdę bez dętek. Jednym z jego największych zalet była (i wciąż jest) możliwość jazdy na nieprawdopodobnie niskich ciśnieniach, co pozwala cieszyć się lepszą przyczepnością bez obaw o snake bite’y. Minusem UST były jednak większe koszty opon i obręczy oraz przede wszystkim masa opon, dużo większa od tradycyjnych wersji. Użytkownicy systemu zaczęli więc „kombinować”.
W awangardzie znaleźli się maniacy niskiej masy i zawodnicy, a z pomocą przyszły im płyny uszczelniające do UST. Produkty te - lateksowe mleczka wlewane do opon - miały za zadanie „łatać” bezdętkowe opony w momencie ich przebicia. Pomysł miał za zadanie wyeliminować kolejny słaby punkt UST - w momencie przebicia opony trudno było zlokalizować dziurę, w dodatku do napompowania opony potrzebny był kompresor lub nabój CO2. W praktyce bardziej opłacało się wozić zapasową dętkę, co w momencie awarii jeszcze bardziej zwiększało masę rotującą. Płyny uszczelniające eliminowały te minusy, a zawodnicy dość szybko zauważyli jeszcze jeden plus. Za ich pomocą można było uszczelnić i „zahermetyzować” na obręczach UST „tradycyjne”, ultralekkie opony i w skrajnych przypadkach zaoszczędzić w ten sposób nawet 500 g!

A może by tak pójść o krok dalej i zrezygnować z obręczy UST na rzecz tradycyjnych? Założyć na nie „zwykłe” opony i cieszyć się zaletami kół bezdętkowych i tradycyjnych jednocześnie? Producenci uszczelniaczy błyskawicznie zaproponowali użytkownikom taką możliwość, dodając do oferty opaski z wentylem uszczelniające obręcz. Zestaw do konwersji był gotowy, jednak rozwiązanie to cierpiało na kilka „chorób wieku dziecięcego”. Jeden z naszych zawodników do dziś wspomina „wystrzał” z tak przygotowanej opony na kilka sekund przed startem maratonu - osoby stojące najbliżej były całe w uszczelniaczu, a pierwszy sektor pognał przed siebie, myśląc, że to wystrzał startera.

Mimo to samodzielnie wykonane koła bezdętkowe zdobywały coraz większą popularność, którą zauważył „wielki biznes” wyciągając pomocną dłoń do fanów jazdy na tradycyjnych kolach i oponach bez dętek. Rozwiązanie to nazwano „Tubeless Ready” i na przełomie 2010/2011 roku przeżywa ono prawdziwy renesans. W skrócie, są to opony o zmodyfi kowanej, zwulkanizowanej stopce i uzupełnione w przypadku No Tubes przez obręcze o zmodyfi kowanej krawędzi. Zmiany w tych dwóch elementach umożliwiają łatwiejsze uszczelnienie komponentów.

Dodano: 2011-01-31

Autor: Tekst: Paweł Steinke

Tagi: Tubeless, Tubeless Ready

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • Czy CCC Team zaspokoi oczekiwania polskiego kibica?
  • Mistrzostwa Europy adventure racing w Polsce
  • Żywienie w kolarstwie górskim
  • Zaburzenie wzorca oddechowego i jego możliwe konsekwencje