W 1994 roku Mistrzostwa Świata wygrał Henrik Djernis na stalowym Ritcheyu P Team ze sztywnym widelcem i amortyzowanym wspornikiem kierownicy.
Hamował cantileverami, a jeden spośród ośmiu dostępnych z tyłu biegów wybierał wajchą ochrzczoną w Polsce przezwiskiem „górny ciąg”. Totalny prymityw. I właśnie wtedy, czyli lata świetlne temu Szwajcar, Florian Schlumpf postanowił poprawić istniejące systemy zmiany biegów w rowerach komunikacyjnych. Jego ideą było zmultiplikować możliwości serwowane przez klasyczne planetarne przekładnie trzy- i pięciobiegowe. Nikomu nie śniły się jeszcze takie herezje jak 11-biegowy SuperRecord, bo Campa serwowała, co prawda, górską grupę Record O.R. Ale kaseta zwykłego Recorda miała tylko 8 rzędów. A wszyscy uważali, że więcej znaczy lepiej. Schlumpf w suporcie zainstalował dwubiegową, prostą przekładnię planetarną, dzięki której z trzybiegowej tylnej piasty dało się „wycisnąć” sześć przełożeń, a z „piątki” aż dziesięć. Pstryczek umieszczony w osi korby można wcisnąć piętą, a wówczas bezpośredni bieg jest przyspieszony. Schlumpf wyprodukował dwie wersje swojej przekładni: jedna o nazwie Speeddrive przyspieszała o 1,65, druga, Mountain-drive o 2,5. To tak, jakby na suporcie znajdowały się dwie zębatki: pierwsza 22 i druga 36 w wersji Speed-drive, albo 22 i 55 w wersji Mountain-drive. I co? I nic, szwajcarskie dziwadło krążyło niczym duch po rowerowych salonach Europy, czasem tylko jakiś ekscentryczny właściciel Bromptona albo hinduski rikszarz złożył to cudo do swego pojazdu i pojechał w siną dal.
W ubiegłym numerze znaleźliście informacje na temat HammerSchmidta (jego test przeczytacie na str. 28), a na tegorocznych targach rowerowych pomysł Floriana ze Szwajcarii przeżywa głośny renesans. Po pierwsze, po tym, jak SRAM ogłosił wprowadzenie nowego produktu do sprzedaży, wszyscy rzucili się na podobne rozwiązania. HammerSchmidt jest niewątpliwie najjaśniejszą gwiazdą tegorocznych salonów, ale nie jedyną świecącą w ten sam sposób. Po pierwsze NC17 przedstawiło rozwiązanie pod nazwą UXC 2-Shift, będące de facto rozwiązaniem Schlumpfa opakowanym w dirtowy anturaż serwowany przez Udo Olchendalskiego. Ten bezmanetkowy system waży 1535 gramów i jest, podobnie jak szwajcarskie Mountain-drive czy Speed-drive, gotowym produktem, który można kupić przykręcić i pojechać... choćby i w siną dal. Niezmordowany Karlheinz Nicolai, jak wściekły pies, walczy o standard dla skrzynek biegów montowanych bezpośrednio do ramy. Jego najnowsze dziecko nazywa się G - Boxx 2. Zastąpił on nieco schizofreniczną wersję G Boxx, w którym zastosowano 14-biegową piastę Rohloffa, System ten oferował więcej kłopotów niż rozwiązań i został całkiem zignorowany przez grawitowców, ale za to G Boxx2... to dowód na to, że Nikolai całkowicie traci poczucie rzeczywistości. W skrzynce ukryta jest siedmiobiegowa przekładnia na paski klinowe, a zmianę biegów indukują... magnesy. Dopóki rozwiązanie nie znajdzie się w produkcji, dopóty ostrożnie należy podejść do jego zasadności. Jak na razie kredyt zaufania, jaki mieliśmy względem tego niemieckiego projektanta, został wyczerpany jak możliwości banku Lehmann Brothers. Bionicon - popłuczyny po kultowym w Niemczech Votecu - lansują od kilku lat rozwiązanie, w którym przed stromizną zamiast skompresować widelec, podnoszą do góry tylny amortyzator, żeby zmienić ukątowanie roweru, co - jak wiadomo - poprawia efektywność pedałowania. Pomysł niezły, tylko po jaką cholerę podnosić, jak praktycznie każdy widelec do enduro serwuje takie samo rozwiązanie, obniżając jednocześnie środek ciężkości? No to Bionicon wykonuje właśnie podejście „dwa”, tym razem z Karlhainzem, popełniając zbiorowe seppuku, czyli prezentując B Boxx - czyli planetarną przekładnię na suporcie regulowaną, tak jak to lubi Nicolai najbardziej, czyli za pośrednictwem magnesów. Ja nie mówię, że tak jest źle, ale czy nie ma prostszych rozwiązań? Może Florian Schlumpf przesadził, decydując się na zwykły guzik w osi suportu, ale nie można by tak tego biegu w B Boxxie zmienić linką?
Ale wyśmiewany przeze mnie Nicolai ma nosa, bo skumał się z Gatesem, który bez zadęcia lansuje pomysł na transmisję napędu bez łańcucha. Test Carbon Belta znajdziecie na stronie 31 a KarlHeinz Nicolai, animator UniversalTransmissions stał się dystrybutorem pasków Gates do rowerów na Europę. - Paski zębate są przyszłością napędów w każdego rodzaju rowerach. My zajmujemy się głównie maszynami FR i DH i używamy ich od ponad roku z zupełnym przekonaniem. W waszym kraju też pojawią się rowery napędzane paskami zęba-tymi Gates. Jesteśmy po rozmowach z firmą Kross, która zastosuje je w swoich rowerach - Powiedział nam KarlHeinz Nicolai. Natychmiast ruszyłem potwierdzić tego gorącego newsa u źródła. Ale Arkadiusz Trzciński z przasnyskiego Krossa z kamienną miną stwierdził tylko: - Nic mi o tym nie wiadomo.
Schlumpf, czyli Smerf
Po co komu w obecnych czasach taki Smurf? Pomysł Floriana należy uznać za genialny, ale zupełnie bezsensownie chciano go wykorzystać. Zwielokrotnienie ilości przełożeń dokonało się w zupełnie inny sposób. Dziś pomysły na wykorzystanie „planetarki” są dwa: pierwszy dotyczy
uproszczenia kinematyki wahacza jednoosiowego. Względnie stałe położenie łańcucha względem wahacza uniezależnia amortyzację od napędu i może prowadzić do uproszczenia jego konstrukcji, czyli sprawi, że system jednoosiowy będzie skuteczniejszy niż bardziej wyrafinowane, ale cięższe, mniej sztywne bocznie i nie tak odporne na zużycie systemy czterozawiasowe i TPO. Drugim
powodem jest mniej problemów z „wkonstruowywaniem” przedniej przerzutki w ramę. Swobodniej
można zatem ustawiać główną oś obrotu, ale i stosować szersze opony i nie martwic się tym, że spada w to miejsce tona błota. Speed-drive i Mountain-drive albo UXC 2-Shift można po prostu zamówić w sklepie i przykręcić do roweru. Z HammerSchmidtwem będzie to można uczynić
najdalej na początku przyszłego roku, ale to nie koniec drogi. Dwa biegi to zdecydowanie za mało, żeby pojechać rowerem w góry. Współpraca z tylną przerzutką i łańcuchem wydaje się substytutem i chwilową przerwą w postępie. Niewątpliwie czeka nas dalszy rozwój, bo spięcie przedniej przekładni dwubiegowej z piastą wewnętrzną za pomocą paska zębatego jest już właściwie możliwe. A jedna kilkubiegowa przekładnia planetarna w osi suportu dosłownie na wyciągnięcie ręki. Biorąc pod uwagę zainteresowanie mediów i zrozumienie tej potrzeby przez producentów, wieszczymy rychłe zmiany i może wreszcie czyszczenie łańcucha przejdzie do lamusa historii.

Dodano: 2008-10-31

Autor: Tekst: Miłosz Kędracki

Tagi: Nicolai

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • Czy CCC Team zaspokoi oczekiwania polskiego kibica?
  • Mistrzostwa Europy adventure racing w Polsce
  • Żywienie w kolarstwie górskim
  • Zaburzenie wzorca oddechowego i jego możliwe konsekwencje