Po blisko pięciu miesiącach zabawy, na początku września dobiegła końca tegoroczna edycja zyskującego popularność cyklu imprez z serii „GRAND PRIX AMATORÓW NA SZOSIE – Rowerem przez Polskę”. Ponieważ magazyn „bikeBoard” był patronem medialnym tego wydarzenia – a także aktywnie w nim uczestniczył – czas na krótkie podsumowanie.

„GRAND PRIX AMATORÓW NA SZOSIE – Rowerem przez Polskę” (znane również jako „Rajdy dla Frajdy”) ma ciekawą i niespotykaną dotąd formułę. Rozgrywane w formie rajdów, w rzeczywistości pozwala przemierzyć cały kraj, składa się bowiem z 16 niezależnych etapów, z których każdy organizowany jest w innym województwie. Uczestnicy mogą wystartować dowolną liczbę razy (od 1 do 16), choć dla tych najbardziej zaangażowanych na bieżąco tworzona jest klasyfikacja generalna. Jak pokazuje dotychczasowa historia, aby na zakończenie stanąć na podium, wcale nie trzeba ścigać się tak na poważnie, bardziej liczy się regularne i konsekwentne uczestnictwo.


Impreza przeznaczona jest w pierwszej kolejności dla miłośników jazdy na rowerze, szczególnie kolarstwa szosowego w pięknych okolicznościach przyrody. Malowniczo poprowadzone trasy zazwyczaj przebiegają przez mniej znane lub jeszcze nieodkryte zakątki Polski, czym wzbudzają również zainteresowanie amatorów krajoznawczej turystyki rowerowej. W miarę możliwości poprowadzone dobrymi lub zupełnie nowymi asfaltami, stwarzają oczywiście przestrzeń do sportowej rywalizacji, choć nie ona jest tu najważniejsza. Najważniejsza jest frajda z jazdy, ze wspólnego przemierzania kilometrów, a także możliwość poznania naładowanych niezwykle pozytywną energią ludzi i przeżycia małej przygody (albo nawet całkiem dużej, jeśli ktoś decyduje się na kilka czy kilkanaście startów).


Czasu na to, by się rozejrzeć czy pożartować, nie brakuje, dystanse wynoszą bowiem niemało – zazwyczaj 100 km z małym ogonkiem. Jedni podchodzą do tego bardziej rekreacyjnie i rozkładają sobie trasę na cztery, pięć godzin. Inni korzystają z dobrodziejstw jazdy w grupie i wznosząc się na wyżyny swoich możliwości, śmigają poniżej trzech godzin, niejednokrotnie śrubując osobiste dokonania czy nawet ustanawiając rekordy na stravie. Najliczniejszą grupę przeważnie stanowią jednak „zapaleni frajdowcy”, którym szybka jazda nie jest obca, ale ponad wyścigowy pęd przedkładają kolarstwo nieco bardziej romantyczne i wcale im nie tak spieszno kończyć zawody.
W odróżnieniu od większości wyścigów organizowanych dla amatorów rajdy te zazwyczaj mają również inny przebieg. Szukając analogii w zawodowym peletonie – bliższy jest on wyścigom tygodniowym czy wielkim tourom. Zamiast więc gnać od początku, pierwsze kilometry upływają dość spokojnie, a szybkość rośnie z czasem. Na zlokalizowany mniej więcej w połowie dystansu obowiązkowy bufet zjeżdżają grupy już lekko przerzedzone, ale wyższe tempo narzucane jest przeważnie w drugiej części trasy.

Edycja z 2018 roku była dopiero drugą w historii. Łącznie zgromadziła przeszło tysiąc startujących, a najliczniejsze grono zawitało do Małopolski i Wielkopolski. Całkowity dystans „przez Polskę” wyniósł 1826 km, co sprawia, że jest to jedna z najdłuższych obecnie rozgrywanych „etapówek”. Stopień trudności nie był przesadnie wygórowany, choć część etapów zyskała miano wymagających – niekiedy ze względu na pofałdowany profil, a czasem ze względu na uporczywy wiatr, tropikalne temperatury czy… wczesną porę w sezonowym kalendarzu.
Co ciekawe, harmonogram startów idealnie zgrał się z jednym wielkim oknem pogodowym – przez cały sezon nie spadła kropla deszczu, nawet chmur było jak na lekarstwo. Ciepło bywało rzadko, raczej gorąco, stąd szczególnym sentymentem cieszyły się odcinki zacienione, a zwłaszcza poprowadzone w przyjemnie chłodnej gęstwinie. Gdy jednak zaczynało brakować dających schronienie drzew, trudy pedałowania wynagradzały doznania wzrokowe, ponieważ trasy każdorazowo przebiegały przez okolice atrakcyjne widokowo, w tym tereny parków krajobrazowych. Obiektem regularnego pożądania stawały się więc barwne galerie zdjęć, w których nieodłącznym towarzyszem uśmiechniętych przez pot i łzy kolarzy była fantastyczna przyroda.


Choć powszechnie uważa się, że Polska jest krajem płaskim (i dużo w tym racji), to naprawdę „gładkich” etapów wcale nie było wiele – spośród wszystkich może cztery. Zdecydowanie najmniej pracy wysokościomierze miały na Opolszczyźnie – ok. 250 m przewyższenia na 125 km. Płasko było również na Podlasiu, na ziemi łódzkiej i w Wielkopolsce. Nie znaczy to jednak, że były to etapy mało ciekawe. Leżący tuż za Opolem Stobrawski Park Krajobrazowy może poszczycić się pięknymi odcinkami przez tak gęste lasy, że promienie mocno operującego sierpniowego słońca zatrzymują się wysoko w koronach drzew, a przy drodze panuje lekki półmrok. Obrzeża parku toną w złocistych łanach zbóż, które największe wrażenie robią późną wiosną. Z kolei przeprawa przez Biebrzański Park Narodowy – skryty cichutko gdzieś między Łomżą, Grajewem a Białymstokiem – ponownie okazała się jednym z ulubionych etapów wielu uczestników. Choć nie do końca wiadomo, czy to bardziej zasługa urokliwie położonej bazy w Goniądzu, czy liczącej sobie ponad 30 imponujących kilometrów Carskiej Drogi, czy może zapewniającej stały masaż wściekłej kostki w Tykocinie, ale faktem jest, że ten stosunkowo wciąż mało znany obszar potrafi zapewnić miłe wspomnienia.

(...)

Cały tekst znajdziecie w bikeBoard 11-12/2018. Możesz też kupić e-wydanie.

Dodano: 2018-11-20

Autor: Tekst: Karol Koneczny, zdjęcia: rajdydlafrajdy.pl

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

  • Sportful Dolomiti Race
  • Rajdy dla Frajdy 2018
  • Jazda na rowerze a smog
  • Jak przygotować rower do sezonu zimowego?
  • Sygnalizacja w garści