Wszyscy znamy, przynajmniej z grubsza, historię Odysa który spod Troi przez całe dziesięć lat zmierzał do rodzinnej Itaki. Zatem Odyseja, „ogólnie polega na tym, iż bohater wyrusza z „miejsca A”, dociera do „miejsca B”, by bogatszy o doświadczenie drogi, powrócić ponownie do „miejsca A””…[1]  
Zasadniczy sezon maratonowy, przynajmniej dla mnie, dobiegł szczęśliwego końca. Czyli ustało parcie na wynik,  teraz można zacząć jeździć dla przyjemności ;-) Od pewnego czasu zastanawiałem się nad udziałem w jakiejś imprezie będącej połączeniem jazdy na rowerze z orientacją. Wybór był oczywisty, tylko Odyseja. Impreza dwudniowa, w dodatku niedaleko od Krakowa, bo w Gródku nad Dunajcem. Pogórza Rożnowskiego dotychczas  nie znałem a tu pojawia się szansa zwiedzenia w nietypowy sposób. Nic, tylko jechać.
Organizatorzy zaproponowali trzy rodzaje tras do wyboru: Orienteering Maraton skierowana do miłośników MTBO o długości etapów 100 i 75 km, MTB Maraton adresowana dla typowych maratończyków, zatem łatwiejsza nawigacyjnie ale za to dłuższa (120/80 km). I jeszcze jedna, Rekreacyjna (60/40 km) zaproponowana wszystkim pozostałym. W zawodach startowały dwuosobowe zespoły, podzielone na trzy kategorie: MM – mężczyźni bez względu na wiek, MIX – zespoły z minimum jedną kobietą i MW mężczyźni weterani czyli mający łącznie 90 lat.
Po podjęciu decyzji o starcie należało wyszukać sobie drugą część zespołu. Przyjemność przyjemnością, ale jechać turystycznie? Jeżeli już zamierzam wystartować, to po to by walczyć o jak najwyższą lokatę. Zatem poszukiwane 50% zespołu powinno jeździć podobnie jak ja i najlepiej być w odpowiednim wieku, żeby wpisać się w kategorię MW. Nb. niech was nie zwiedzie określenie „weterani”. Na liście startowej widoczne były nazwiska czołowych maratończyków i doskonałych orientalistów. Czyli raczej nie należało liczyć na lekki spacerek. A czy już pisałem, że nie czuje się mocny nawigacyjnie? Czyli wymagania miałem dość wysokie. Na szczęście dość szybko udało mi się znaleźć kogoś odpowiedniego. Teraz jeszcze na jakiej trasie wystartujemy? Początkowo miła to być MTB Maraton. Ale ze względu na zbyt małą ilość zgłoszeń i odwołaniem trasy MTB Maraton, stanęliśmy przed wyborem: ściganie się z prawdziwymi orientalistami czy raczej rekreowanie się ;-) A ponieważ znajomi wybrali trasę ambitną, to w tej sytuacji wybór był oczywisty.
I takim to sposobem w sobotę 2. października o godz. 10:00 znaleźliśmy się na linii startu. W rękach trzymaliśmy mapy. Nie wiem jak inni, ale miejsce startu znalazłem na niej tylko dlatego, że było wyraźnie zaznaczone ;-) Do tego jakieś kółeczka, liczby, opisy punktów. No i limity czasów wraz z karami. No pięknie… Pierwszy dzień był pomyślany jako tzw. scorelauf. Czyli kolejność zaliczania punktów kontrolnych była dowolna, co dawało dużo możliwych rozwiązań trasy. Dla doświadczonych zawodników było to oczywiste, dla mnie raczej nie. W każdym razie, po sygnale startu wszyscy drapieżnie rzucili się na poszukiwania punktów. Wszyscy z  wyjątkiem naszego zespołu. My… staraliśmy się zoptymalizować naszą trasę.

Dodano: 2010-11-10

Autor: Tekst: Robert Baś (SIKORSKI bikeBoard TEAM), zdjecie: arch. organizatora

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • Czy CCC Team zaspokoi oczekiwania polskiego kibica?
  • Mistrzostwa Europy adventure racing w Polsce
  • Żywienie w kolarstwie górskim
  • Zaburzenie wzorca oddechowego i jego możliwe konsekwencje