Od 20 lat pasjonaci mtb w Alpach faworyzują ten wyścig. Czemu tak jest? Postanowiłem to sprawdzić. Wracając z rodzinnych wakacji kamperem na Korsyce i na południu Francji postanowiliśmy zatrzymać się na kilka dni w Szwajcarii i pojeździć na rowerze po górach. Grand Raid wpasował się idealnie w mój kalendarz – podjąłem więc decyzję o starcie na najdłuższym dystansie Verbier-Grimentz: 121 km,  5430 m przewyższenia. Z uwagi na konieczność powrotu do Polski tuż po wyścigu (ok. 1500 km) chciałem spokojnie pokonać dystans, delektując się trasą, widokami, atmosferą ...
Oto moja krótka relacja.
Wyścig na najdłuższym dystansie rozpoczyna się  w Verbier (ok. 1500 m n.p.m) od godz 6:30 – 7.15 (co 15 minut sektory po kilkaset osób). Zbliża się moment startu. Jest szarówka, spiker zapowiada idealną pogodę na wyścig – bez opadu, bez ostrego słońca – idealne warunki. Widzę co prawda nisko wiszące chmury, ale jestem pełen optymizmu licząc na piękne widoki – wokół jest kilka czterotysięczników. Na początek ostry podjazd asfaltem i potem szutrem na przełęcz wys ok 2170 m n.p.m. Widoki marne – wszystko w chmurach. Czuję się trochę zawiedziony. No cóż... Zakładam windstoper (rano na tej wysokości jest naprawdę zimno, a jestem cały mokry) i mknę w dół tracąc prawie kilometr różnicy wysokości.
Potem kilka podjazdów i zjazdów o kilkuset metrowej różnicy wysokości każdy (w Polsce byłyby to najdłuższe podjazdy na maratonie). Jedziemy górami, mijamy wioski położone ponad kilometr nad dnem potężnej doliny, w  której widać Sion. Na trasie mnóstwo ludzi (zarówno przyjezdnych, jak i mieszkańców), którzy  okrzykami, oklaskami, krowimi dzwonkami czy bijąc w bębny dopingują każdego zawodnika. Aż chce się mocniej przycisnąć. W końcu stromy zjazd do Heremence, skąd  rozpoczął się rano wyścig na średnim dystansie 68 km, 3270 m przewyższenia. Rozpoczyna się spokojny, długi podjazd, o różnicy wysokości około kilometra. Kręcąc pod górę i patrząc na licznik po ponad połowie całego dystansu jestem zaskoczony. Jadąc dalej w tym tempie (całkiem spokojnym) uzyskałbym czas około 7, 5 godziny (rekord trasy z 2008 należący do Thomasa Dietscha wynosi 6h 17m), a planowałem się zmieścić w 10 godzinach!
Im wyżej, tym trasa staje się bardziej wymagająca i trudna technicznie, a wokół szczytu Pic d'Artsinol czasem skalista i wymagająca chodzenia po płaskim, a nawet i w dół.  W końcu długi zjazd szutrem do Evolene – miejsca startu najkrótszego dystansu 41 km, 2011 m przewyższenia. Tutaj rozpoczyna się mozolny podjazd, przerwany bardzo trudnym technicznie zjazdem singletrackiem, który kończy się na przełęczy Pas de Lona na wys 2792 m n.p.m. Ostatni, bardzo stromy odcinek do przełęczy (o różnicy wysokości około 300 m) trzeba było pokonać targając rower po skalistym stoku rodem z Tatr, o nachyleniu znanym polskim bikerom chyba tylko z maratonu w Krynicy (podejście pod Ostry Wierch). Teraz juz wiem, że mój czas będzie w założonych przed wyścigiem granicach...
Z przełęczy widok przepiękny, chociaż wierzchołki skalistych szczytów toną w chmurach. Rozpoczyna się piękny zjazd z widokiem na  jeziorka, śnieg leżący w kotłach pod strzelistymi szczytami. Potem jeszcze trochę w górę na kolejną przełęcz i widać przepięknie Lac de Moiry – sztuczny zbiornik zamknięty zaporą, którego  toń na wysokości 2249 m n.p.m. ma piękny zielony kolor. Teraz juz tylko w dół ! Do mety w Grimentz od przełęczy Pas de Lona ponad 1400 m różnicy wysokości. Najpierw zjazd szybkim szutrem do zapory, potem trudny technicznie singletrack (600 m różnicy wysokości), podczas zjazdu którym muszę kilkakrotnie stawać by studzić hamulce oraz  pozwolić odpocząć palcom i  dłoniom odmawiającym już posłuszeństwa. Wreszcie przejazd przez rzeczkę i ostatnie 2 km szutrem ostro w dół. Jestem na mecie !!!

Dodano: 2010-09-23

Autor: Tekst i zdjęcia: Zbyszek Mossoczy

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • Czy CCC Team zaspokoi oczekiwania polskiego kibica?
  • Mistrzostwa Europy adventure racing w Polsce
  • Żywienie w kolarstwie górskim
  • Zaburzenie wzorca oddechowego i jego możliwe konsekwencje