Tegoroczne zawody Adventure Trophy zyskały rangę mistrzostw Europy. Po sześciu latach przerwy rywalizacja o mistrzostwo Starego Kontynentu powróci w polskie góry, a meta zlokalizowana będzie w Krakowie. Na liście startowej międzynarodowa obsada, obecnie blisko 20 zespołów z całej Europy.

Adventure + racing = rajdy przygodowe. O co w tym biega?

Jechać po przygodę to jedna z głównych myśli przewodnich w tym sporcie. Przygoda, którą zapamiętasz na długo. Masz to jak w banku. Nie, to nie będzie kolejny odhaczony maraton w sezonie. To będzie coś, czym Twoja głowa będzie się karmić przez dłuższy czas.


Na pytanie „Jak to wygląda?” odpowiem krótko: to taki dłuższy maraton rowerowy albo wycieczka, która może potrwać nawet dwie, trzy doby, a czasem dłużej. Tylko że od czasu do czasu zostawisz rower, żeby pobiegać po górach i zaroślach lub popływać kajakiem, niekiedy zaś pojeździsz na rolkach. Dodatkowe urozmaicenie to zadania linowe: tyrolka, most linowy, nierzadko eksploracja jaskini. Niemożliwe staje się możliwe, kiedy masz w zespole trzech takich samych pomyleńców jak ty. Bo to jest dyscyplina dla czteroosobowych drużyn, w których musi być przynajmniej jedna osoba przeciwnej płci. W zdecydowanej większości proporcje wynoszą trzy do jednego (trzech mężczyzn i jedna kobieta), ale nie ma reguły, może być na odwrót. Nie można zapomnieć o integralnej części adventure racing, jaką jest orientacja w terenie. Przez całe zawody zespół nawiguje i porusza się po trasie, używając kompasu i mapy, tak aby odnajdować punkty kontrolne. Tak, tak, wracamy do lat 90. Nie ma GPS-sów, nie ma pętli wyznaczonej taśmami i nie ma strzałek na drzewach. Trzeba się dobrze nagimnastykować, by wybrać najlepszy, czyli najkrótszy i najmniej męczący wariant dojścia do punktu. To jednak, co najważniejsze w drodze do sukcesu w tym sporcie, to współpraca w zespole i wsparcie w trudniejszych momentach.

Podobnie jak w innych dyscyplinach wytrzymałościowych, także tutaj magnesem przyciągającym zawodników jest chęć sprawdzenia się, obcowanie z przyrodą i przeżycie przygody. Brzmi to banalnie, ale jak w każdym sporcie wymagającym długotrwałego wysiłku chodzi o to, żeby się dobrze sponiewierać, poznać granice swego ciała i umysłu, a później długo to wspominać.


HISTORIA rajdów przygodowych

Od czego się zaczęło w Polsce? Musimy zatem cofnąć czas do 1999 r. Z koncepcją organizacji rajdu przygodowego do sekcji biegów na orientację w WKS Wawel w Krakowie przyszedł znany narciarz, przedstawiciel marki Salomon w Polsce – wspomina Roman Trzmielewski (organizator pierwszych zawodów typu adventure). Wówczas firma Salomon była kojarzona z nartami, a zależało im na wypromowaniu sprzętu outdoorowego. Francuzi, w których rękach była wówczas firma, zdecydowanie chcieli powierzyć przeprowadzenie zawodów orientalistom z Krakowa, ci bowiem z kolei mieli dobrą renomę jako organizatorzy wcześniejszych pucharów świata w biegach na orientację. Tak narodziła się inicjatywa rodem z Francji, gdzie rajdy cieszyły się powodzeniem, a wraz z nią pojawił się budżet, w końcu znaleźli się realizatorzy. Teraz trzeba było znaleźć zawodników, którzy zapragną konkretnie się zmęczyć. Ponieważ polskie środowisko rajdowe wtedy nawet nie raczkowało, nie było to łatwe zadnie. Jak dodaje Roman Trzmielewski: W tamtych czasach internet był w powijakach, ale rzuciliśmy temat na popularne grupy dyskusyjne: rowery, wspinaczka, bieganie, wysłaliśmy mailowo zaproszenia pod wszystkie adresy, które znalazły się bazie klubu. Pojawiły się zapowiedzi w czasopismach i na stronach internetowych. Oddźwięk był, i to duży.

(...)


Cały test znajdziecie w bikeBoard 3/2019. Możesz też kupić e-wydanie.

Dodano: 2019-03-18

Autor: Tekst: Justyna Frączek-Bogacka

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • ekwipunek dla młodego kolarza
  • Epicka Czwórka - cztery dni wyścigów MTB
  • skuteczności diet niskowęglowodanowych