U Wojtusia w popielniku iskiereczka mruga. Chodź, opowiem Ci bajeczkę. Bajka będzie długa... i zupełnie inna niż te, które znasz. To prawdziwa historia. Historia, do której i Ty możesz się dopisać. Bo ona wciąż trwa. Chociaż zaczęła się jak każda...

Dawno, dawno temu...
Nie pogniewasz się, jeśli zacznę od środka? Bo to był dla nas piękny czas. Mniej więcej w połowie dziejów roweru. Ten czas ludzie nazwali dwudziestoleciem międzywojennym. W Polsce działało wtedy dwadzieścia fabryk produkujących napędzane siłą mięśni jednoślady. I wszystkie radziły sobie świetnie. To brzmi jak bajka? Przecież uprzedzałem... Jak się wówczas wydawało, w konstrukcjach osiągnięto poziom ostateczny i bliski doskonałości. W tych czasach (już i... jeszcze) nie szukano nowości. Urzekano za to drobiazgami: wykwintna statuetka na przednim błotniku, fantazyjna lampka, wyjątkowy dzwonek. Kolory stonowane wedle kanonów ówczesnej mody; błyszczał za to chrom - synonim elegancji i trwałości.

Łezka się w oku kręci, kiedy spogląda się na klasyczne maszyny ze znakami polskich fabryk. I na spojrzeniach pozostaje... Nie dziw się. Klasyka jest świetnym punktem odniesienia. Łatwo się do niej porównuje, ciężko na niej jeździ. Nasz dzisiejszy rowerowy przemysł wygląda przy niej blado. Ale to, co wytwarza - wręcz fenomenalnie. Tym, co nas dzisiaj fascynuje i pociąga są nowości (bo to przyszłość, która tworzy się na naszych oczach), i zabytki - bo w nich zaklęte są czasy pionierskie. Śmiała myśl, która pchnęła ludzi do stworzenia czegoś zupełnie innego. W nowościach ukryta jest technologia. W starych rowerach dusza. A...

...gdzie dusza, tam jest i pasja.
Ileż trzeba jej w sobie mieć, żeby przywrócić do dawnej świetności maszyny skazane na zapomnienie? Wyrzucone, zaniedbane, wyeksploatowane. A ile wiary w siebie, żeby na podstawie dawnych projektów i wyszukanych w archiwach wskazówek samemu zbudować... zabytek? Ja już wiem. Bo poznałem ludzi, którzy odważyli się cofnąć czas. Czas, abyś i Ty poznał bohaterów tej bajki. Posłuchaj: Długie, mozolne godziny spędzone w warsztacie z jedną wizją przed oczami. Wsiąść już i jechać. Czy marzenia się spełniają? Tak! To ich słowa. Jest ich dziewięciu. Mieszkają daleko od siebie, w różnych zakątkach Polski. Ale czy coś tak banalnego jak odległość może mieć znaczenie dla kogoś, kto igra z czasem? Paradoksalnie - pasjonatom staroci służy nowoczesność. Telefon, internet, samochód. Jak mnie, czy Tobie. Widzisz? Też mógłbyś tak samo... Są razem od czterech lat. W tym czasie odtworzyli z historii roweru to, co największe, najprostsze i najpiękniejsze. I stworzyli "Kolekcję Bicykli". Stworzyli ją, bo pasjonuje ich "wysoka jazda". Dwa metry nad ziemią, dwa metry bliżej nieba. Z perspektywy bicykla poznajemy świat, siebie i nowych ludzi. Pomyśl, czy poznałbyś ich na ulicy, gdyby nie te niezwykłe maszyny? Nie zwróciłbyś na nich uwagi. Minął, tak jak inni mijają Ciebie. Każdy z nas jest zwykłym człowiekiem, więc oryginalnym, jedynym i niepowtarzalnym. Młodszym, starszym, mającym rozmaite talenty i zainteresowania. Na co dzień pracujemy w przeróżnych branżach, niektórzy z nas studiują bądź szukają pracy, inni przygotowują się do założenia lub mają własne rodziny. Jak każdy... Tylko nie myśl, że oni robią to dla sławy, z chęci wyróżnienia się z tłumu przechodniów. Takie rzeczy robi się tylko dla siebie. Przychodzi czas, kiedy chcemy na trochę pozostawić codzienność. Oddajemy się wówczas niesamowitej pasji pokonywania wspólnej drogi na welocypedach z "Kolekcji bicykli". Ruszamy więc za miasto, bądź do miasta. I zawsze towarzyszy nam radość rodzących się uśmiechów na twarzach innych ludzi. Dorośli zamieniają się w dzieci, a dzieci chcą koniecznie zasiąść za kierownicą. Olbrzymie, zwracające uwagę koło wywołuje uśmiech i niebanalne komentarze każdego, kto na nie spojrzy. Tylko czy Ty na pewno wiesz, na co patrzysz? To przełomowy wynalazek, który sprawił, że jazda na rowerze stała się wielką przyjemnością. Ta niezwykła maszyna powstała w 1870 r. Przed nią były tylko ciężkie, powolne, niewygodne, drewniane welocypedy. Ciągle nie wierzysz? To przez to wielkie koło pewnie. Ono ma sens. Przecież wtedy jeszcze nie było w świecie rowerów przekładni łańcuchowych, a ludzie chcieli jeździć szybko. Wielkie koło to był jedyny sposób. A korzyścią zupełnie niespodziewaną okazała się niewielka masa. Spójrz z boku - jaka delikatna to konstrukcja! Obręcz o profilu litery "U" wypełniona kauczukiem, stalowe szprychy, filigranowa rama i malutkie kółeczko z tyłu. Tylko po to, żeby utrzymać równowagę. A jak wygodnie się na nim siedzi! Udowodnię Ci to.

Dodano: 2005-07-12

Autor: bikeBoard

Tagi: historia roweru

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • ekwipunek dla młodego kolarza
  • Epicka Czwórka - cztery dni wyścigów MTB
  • skuteczności diet niskowęglowodanowych