Druga edycja Grand Prix Kaczmarek Electric MTB w 2019 r. zawitała do Ochli k. Zielonej Góry, a konkretnie na porośnięte sosnowym lasem Wzgórza Piastowskie.
“Jeden wielki singiel” - to komentarz Marka Konwy po testowym objechaniu tegorocznej trasy Kaczmarka w Zielonej Górze. Do tego prawdziwy rollercoaster czyli góra-dół, góra-dół i tak przez większość liczącej 39,5 km rundy dystansu Mega! Nie znaczy to bynajmniej, że nie było gdzie odpocząć, wziąć łyka z bidonu lub wyprzedzać - owszem, odcinki takie były na trasie aczkolwiek organizator ograniczył je do niezbędnego minimum stawiając na rzeczone single. Na Wzgórzach Piastowskich jako “lokals” mam okazję trenować od paru dobrych lat, mogę powiedzieć że znam je jak własną kieszeń. Mimo tego twórcy trasy zaskoczyli mnie kilkoma nowymi “miejscówkami”. Duży szacun dla nich.

Po rozmowach z uczestnikami na mecie, swoich własnych odczuciach, a także “kumpli z podwórka”, z którymi na co dzień trenuję, mogę śmiało napisać iż trasa - mimo że bardzo wymagająca - przypadła wszystkim bardzo do gustu. A o to chyba w całej tej zabawie chodzi - żeby czerpać z jazdy jak największą przyjemność, a trasa w Zielonej dawała masę frajdy na całej swej długości. I tu dochodzimy do momentu, w którym jedna osoba postanowiła umyślnie zepsuć fenomenalną atmosferę całego wydarzenia. Otóż “psikus” ten polegał na schowaniu taśm i strzałek na jednym z kluczowych zakrętów, co skutkowało pomyleniem trasy przez sporą część zawodników, głównie czołówki. Nawet nie mam pomysłu jak to skomentować, po prostu pozostawię to bez komentarza, szkoda słów. W rezultacie wyniki zostały wypaczone, ale nawet to przykre wydarzenie nie było w stanie zrujnować dobrych humorów uczestników. Pojawiły się nawet głosy i prośby żeby nie zmieniać tej konfiguracji trasy w przyszłym roku!

W sezonie 2019 każdy z dystansów: Mini, Mega oraz Giga został delikatnie skrócony co miało zachęcić do jazdy na dłuższych dystansach, a przede wszystkim przeskoczenia z dystansu Mini na Mega. Mam nadzieję, że cel ten został osiągnięty, gdyż startujący na dystansie Mini początkujący kolarze tracą często to co najlepsze na “kaczmarkowych” trasach czyli masę soczystych singli, zjazdów i podjazdów. Warto zdecydować się na start przynajmniej na Mega, aby w pełni korzystać z atrakcyjności tras jakie przygotowuje dla nas organizator, nawet kosztem gorszego wyniku, takie jest przynajmniej moje zdanie. Osobiście zdecydowałem się na start na dystansie Giga, czyli najdłuższym. Organizator podkreśla w regulaminie, że jest to dystans główny. No to jedziemy! Po solidnej rozgrzewce wjeżdżam do pierwszego sektora na 5 minut przed startem jako jeden z ostatnich. Zamieniam kilka słów z chłopakami z DT4YOU, pełen luz, jestem u siebie - jadę treningowo i po skarpety (w tym roku na “Kaczmarku” każdy finiszer dostaje parę unikatowych skarpetek kolarskich). Luz oczywiście jest do momentu startu, a po pierwszym podjeździe nogi już pieką. Po chwili przypominam sobie jednak, że przede mną 59 km i około 1,400 m w pionie (tak, na tych górkach naprawdę jest co robić!) i jadę w miarę równym tempem, zostawiając sobie rezerwę na podjazdy, na których czuję się najlepiej i starając się odpoczywać na nielicznych płaskich odcinkach. Taktyka się sprawdza, a ja cały czas wyprzedzam innych zawodników. Noga dobrze się kręci, ale nie ukrywam, że znajomość trasy też dużo daje. Na jedenastym kilometrze sięgam po bidon, ale moja ręka chwyta jedynie powietrze - musiał wylecieć na zjeździe. No nic, w kieszonce dwa żele a przede mną 3 bufety więc damy radę. Na szczęście pogoda była łaskawa i nie było zbyt ciepło. Na każdym z bufetów chwytam wodę, na jednym nawet dwie. Czuję się dobrze, chociaż drugi tego dnia podjazd pod “górkę tatrzańską” (nachylenie momentami 30%) daje mocno w kość, później już tylko “płyty” czyli kolejny przyjemniaczek o średnim nachyleniu 12% i można powiedzieć, że z górki do mety. Na płaskim finiszu objeżdża mnie bez problemu silniejszy fizycznie zawodnik, ale okazuje się że jest z M4, a moja kategoria to M3. Po cichu liczyłem na szerokie podium w kategorii wiekowej, a okazuje się że jestem trzeci. Niby sukces, ale taki nie do końca, gdyż przede mną powinno być kilku zawodników którzy dzisiaj niestety pomylili trasę o czym pisałem w poprzednim akapicie. Szkoda.

Podsumowując - poza incydentem z chowaniem strzałek oznaczających trasę - można śmiało zaliczyć zawody w Zielonej Górze do bardzo udanych. Standardem jest na każdej edycji: zawody i atrakcje dla dzieci, wyścig młodzików, bogaty bufet na mecie, tombola oraz sprawne dekoracje zwycięzców, nie inaczej było tutaj. To wszystko, plus doskonałe trasy przyciąga mnóstwo pasjonatów dwóch kółek wraz z rodzinami.

Do zobaczenia w Sulechowie na kolejnej edycji Grand Prix Kaczmarek Electric MTB już 12 maja. Tam również organizator zapewni wyborną trasę (już sprawdzona - masa super singli!) i mnóstwo atrakcji dla dzieciaków i całych rodzin. Ja już nie mogę się doczekać - widzimy się!

Autor: Jakub Zajączkowski
Foto: Piotr Łabaziewicz Seven Perceptus Team

Dodano: 2019-05-09

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • lekkie koła do maratonu
  • Road Tour 2019
  • Andy - Apu Wamani
  • testujemy: Fulle XC, Ghost Kato 3.9 AL, KTM X-Strada 20, Trek Madone SLR 9 Disc eTap,Merida Silex 200, Scott Ransom 920