Tym razem zawody w obu przypadkach miały charakter zdecydowanie sprinterski, oba etapy prowadziły w przeważającej mierze po płaskich jak stół malowniczych okolicach ziemi Łódzkiej i Opolszczyzny, poprzez mało zamieszkałe, ale bardzo urokliwe tereny.

XI etap tegorocznego cyklu odbył się w sobotę (04.08.2018) w województwie Łódzkim. Gospodarzem wydarzenia była miejscowość Widawa ulokowana w dorzeczu Warty i Widawki, sennie meandrującymi po rozłożystej okolicy. Tradycyjnie już przed samym startem odbyła się krótka odprawa, na której uczestnicy zostali szczegółowo poinstruowani o wszelkich istotnych dla rywalizacji kwestiach  i chwilę po 11:00 zawody ruszyły. Tym razem trasa poprowadzona była po 3 rundach, z których każda była inna, ale wszystkie przecinały się we wspólnym punkcie startu i mety w Widawie. Niemniej cały etap miał charakter zdecydowanie płaski gdzie różnica wzniesień na dystansie 120 km to zaledwie 400 metrów! Pierwsze kilometry to spokojna praca większej grupy, ale dzięki temu tempo utrzymywało się w granicy 38 km/h przez co temperatura ponad 30 stopni nie stanowiła problemu. Jednak też zgoda współpraca nie była najlepszym rozwiązaniem na cały czas wyścigu, bo kolarzy było po prostu zbyt wielu i kompletnie nie można było się domyślić ewentualnych rozstrzygnięć na finiszu przy tak licznej grupie. Niestety każda próba ucieczki solo, jak i w grupie kilku osób szybko była niwelowana i później następowała chwila rozprężenia. Trasa wielokrotnie przecinała liczne w tym regionie rozwidlenia rzeczne które kusiły obietnicą ochłody, niemniej wszyscy wykazywali większą ochotę do walki o zwycięstwo niż szukanie ulgi od słońca. Ostatnią część rywalizacji rozpoczął bufet na linii startu/mety w Widawie, po którym z bardzo przyzwoitej średniej tempo zdecydowanie spadło, oscylując w granicach 30 km/h! Potrzeba było jeszcze kilkunastu kilometrów zanim grupka zaczęła mocniej pracować, ale tylko na tyle żeby zgodnie wszyscy dojechali do ostaniach kilometrów i można było rozegrać finisz typowo sprinterski, niestety miało to też i słabe strony bo w grupie ok 20 osób zaczęło się robić nerwowo i doszło w pewnym momencie do niebezpiecznej sytuacji w której kilku kolarzy zderzyło się ze sobą. Na całe szczęście wszyscy zdołali opanować rowery i nikt nie liznął asfaltu, a mimo to bez uszkodzeń roweru się nie obyło. Spośród uczestników najszybszy okazał się reprezentujący barwy bikeBoardu Mateusz Skarżyński (Kraków) wyprzedzając Dawida Kozę (Kochanowice) i Grzegorza Zawistowskiego (Warszawa). Wśród pań najlepsza okazała się Sylwia Kowalska, która jako jedyna zdecydowała się pokonać dystans w pełnym wymiarze.


Etap XII - rozgrywany 05.08.2018 miał miejsce na ziemi województwa Opolskiego, a samą miejscowością startu i mety był Dobrzeń Wielki usytuowany ok. 15 km od Opola. Etap reklamowany jako najbardziej płaski z płaskich przyciągnął na linie startu wiele osób chcących od początku nadawać wysokie tempo rywalizacji, ale czemu się dziwić kiedy liczby nie kłamią, 125 km i 250 metrów różnicy wzniesień?! To chyba jazda po torze?! Tym razem pogoda okazała się również bardziej korzystna, bo poranne zachmurzenie spowodowało że temperatura była zdecydowanie przyjemniejsza niż dnia poprzedniego, a lekki wiatr jeszcze dodawał lekkości. Tempo już od startu było naprawdę przyzwoite i nie wiedzieć kiedy dość liczna grupa ok 25 zawodników zawitała na bufecie ulokowanym tuż za odcinkiem brukowanym, niby dobrej jakości kostką, ale przy prędkości 42-44 km/h dało się odczuć wyraźną ulgę po powrocie na asfalt. Pogoda też się wyklarowała i zachmurzone niebo ustąpiło licznym obłokom i znów powitała nas temperatura powyżej 30 stopni. Niemniej na grupie nie robiło to większego wrazeniai kolejne kilometry mijały w bardzo szybkim tempie. Co jakiś czas kilkoro kolarzy próbowało rozegrać etap próbą ucieczki na co zdecydowanie duża grupa nie chciała pozwolić, niwelując każdą próbę już po dosłownie kilkuset metrach, po czym klasycznie już następowało rozprężenie i zachowanie statusu quo. Widać taki scenariusz już dobrze wpisał się w charakter tego rajdu. Ostatnie kilometry prowadziły długimi prostymi odcinkami które zdecydowanie korzystniej było pokonywać w grupie, niż decydując się na solowe próby ataku, jedyne na co trzeba było uważać to na pojawiając się dosłownie znikąd ubytki asfaltu które dotkliwie dały się odczuć większości uczestników, na całe szczęście bez większych nieprzyjemności. Ostatnia akcja tuż przed metą okazała się najgroźniejszą z całego wyścigu. Z racji że rajdy przeprowadzane są w ramach otwartego ruchu czasem zdarza się że pojawi się jakiś samochód i właśnie podczas próby ataku jednego z kolarzy nagle przed grupą która spokojnie mogłaby go złapać pojawił się wyprzedzający samochód dodatkowo przyblokowany przez inny zepsuty pojazd, dzięki temu samotny atakujący wyrobił sobie niespodziewaną przewagę. Na całe szczęście sytuacja drogowa szybko się wyjaśniła i na kilkaset metrów przed metą znów wszyscy byli razem, a tu czekał ostatni akcent rywalizacji - podjazd pod wiadukt kolejowy i sprint do mety. Z tymi warunkami najlepiej poradził sobie Przemysław Skworon (Opole), drugi był Mirosław Szraucner (Lubliniec), a trzeci , podobnie jak dnia poprzedniego Grzegorz Zawistowski (Warszawa). Wśród Pań triumfowała Anna Zając (Katowice), a za nią Katarzyna Gwiazda (Opole) i Edyta Głowacka (Wrocław). Po wyścigu na uczestników czekał jak zawsze regeneracyjny posiłek, jak i to co najważniejsze - dekoracja zwycięzców poszczególnych kategorii!


Reasumując, kolejne dwie odsłony cyklu nie przyniosły niczego zaskakującego, ale to chyba najważniejsze, bo po prostu nadal jest to świetnie zorganizowana i przeprowadzona inicjatywa ludzi z pasją która po prostu udziela się wszystkim uczestnikom. Niezależnie czy trasa prowadzi przez płaskie, pagórkowate, czy górskie tereny po wyścigu słychać głosy tylko i wyłącznie pozytywne, wręcz często z nutą zdziwienia 'ale jak to? Wszystko tak dobrze przygotowane, a ich jest tylko kilka osób w obsłudze?' Tak, tak, tak! Dla mnie nadal pozostaje to bardzo dziwne, mimo że już dobrych kilka razy mogłem tego doświadczyć. Inicjatywę Rajdów dla Frajdy mogę polecić z czystym sumieniem każdemu, niezależnie od umiejętności i chęci rywalizacji, tu każdy poczuje się na miejscu, aż żal że w tym sezonie to chyba mój ostatni start w ramach tego cyklu, ale za rok, już rezerwuje miejsca w kalendarzu! A w tym gdyby ktoś miał sposobność i chęci serdecznie polecam ostatnie 4 wydarzenia z serii:


18 sierpnia: rajd nr XIII – Kartuzy (woj. pomorskie)
19 sierpnia: rajd nr XIV – Tuchola (woj. kujawsko-pomorskie)
8 września: rajd nr XV – Goniądz (woj. podlaskie)
9 września: rajd nr XVI – Olsztynek (woj. warmińsko-mazurskie)

Dodano: 2018-08-08

Autor: Tekst: MS, zdjęcia: Organizator

Tagi: szosa

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Sprzęt 2019

Przedwyścigowe dylematy sprzętowe

Singletrails Lechnica

Malta – Krawędzią klifu