Weekend zbliżał się wielkimi krokami, a na liście zawodów przybywało chętnych do startu; limit miejsc określono na 500. Pogoda była niepewna, a jeszcze w środę na trasach leżał śnieg. Ja już dawno wiedziałem, że wystartuję, więc w środę założyłem agresywne oponki, w czwartek wieczorem spakowałem furę i w piątek prosto po pracy ruszyłem do Koutów. Po przyjeździe już było czuć atmosferę zawodów- samochody teamowe i dużo znanych z tras EWS twarzy zapowiadało ostre ściganie. W sobotę od rana zawodnicy mogli potrenować na odcinkach; większość robiła to korzystając z wyciągu by jak najlepiej poznać przebieg trasy. Co prawda była ona zbliżona do tej z lat poprzednich, ale kilka nowości mogło zaskoczyć(np. trawers po korzeniach OS5). Do ostatniego krzesełka setki enduraków szarpało oponami ściółkę i rozjeżdżało mokre bandy.
W niedzielę rano ponad 400 zawodników w grupach po 10 osób ruszyło do boju. Na liście startowej znaleźli się m.in. Peter Drabik, Przemek Tejchman, Petr Richa, Vojtech Blaha czy Martin Knapec. Dotarł też prosto z zawodów w Willingen Michał Prokop. Kategoria Race(z licencjami) miała do pokonania 5 OS-ów, a Hobby o jeden mniej. Organizator określił limit czasowy pokonania całej trasy na 4h. Patrząc na swój czas z poprzedniego roku wydawało mi się to ciężkie, ale możliwe do zrobienia. Jak się później okazało, życie zweryfikowało moje przemyślenia.
Przejdźmy jednak do trasy. Na OS1, który jechali tylko zawodnicy z legitymacjami UCI, wjechaliśmy wyciągiem i od razu rozpoczęła się ostra jazda. Nie było czasu na rozgrzewkę, a ja lekko zastany czułem się jak worek ziemniaków; ponoć z boku nie wyglądało, to tak źle. Była „przestrzelona” trasa i kilka niepotrzebnych hamowań, ale ogólnie nieźle w porównaniu z tymi, dla których zawody na tym odcinku się zakończyły po glebie. Na drugi tego dnia odcinek specjalny czekał nas 45-minutowy podjazd, a potem śliskie korzenie i świeżo wydarte w ściółce koleiny. Szybki bufet i baton w kieszeń, bo czekała nas mozolna wspinaczka(do pokonania było ok. 700 m w pionie) na OS3. Podczas podjazdu wyprzedziła mnie jedna osoba i dawałem z siebie wszystko, a mimo to już widziałem, że ciężko będzie się zmieścić w limicie. Kolejka do startu odcinka i skurcze, które mnie dopadły po ukończeniu OS-u przesądziły sprawę. Sam odcinek był długi i kręty, nie brakło na nim stromych podjazdów, ale w ogólnym rozrachunku był bardzo przyjemny. Wyciąg, z którego można było skorzystać by dostać się na 4-kę wcale nie pomógł odpocząć moim nogom. Odcinek 4, to kręte bandy pod wyciągiem i dłuuuuga prosta; zdecydowanie najsłabszy i zrobiony trochę na siłę. Ostatni fragment zawodów czyli „5 erzeta” jak to mówią Czesi był najdłuższy i zarazem najtrudniejszy. Kilka razy myślałem, że już nie dam rady pedałować, a mimo to poszedł mi on najlepiej i nawet na jednym segmencie wskoczyłem w pierwszą 5-kę na Stravie. Po przejechaniu linii mety, długo leżałem na ziemi łapiąc oddech i dochodząc do siebie. Nie byłem w tym odosobniony, bo czołówka zawodów, też miała urywany oddech dając wywiady. Pogoda, która pięknie wytrzymała przez cały weekend, niestety nie pozwoliła wszystkim riderom ukończyć zawodów bez deszczu. Rzęsisty deszcz w którym jechała ostatnia 50-tka mógł nieco wpłynąć na ostateczne wyniki, ale dodał nieco smaczku rywalizacji.
Najbardziej obsadzoną kategorię Race wygrał Czech Jakub Riha z czasem 0:23.34, a zaledwie pół sekundy dłużej jechał Martin Knapec ze Słowacji. Tak mała różnica po 5 os-ach wiele mówi o poziomie rywalizacji. Najszybszą kobietą była Fejola Stepanka Nestlerowa, a najlepszym mastersem( i zarazem 15 open) Peter Drabik. Najlepszy wśród naszych rodaków(24.) był Bartek Bugalski.
Wracając na koniec do limitu czasu, to zmieściło się w nim 5(słownie: pięć) osób, w tym dwóch Polaków. Mnie niestety brakło pół godziny. Czesi wzorem zawodów Enduro World Series wyciskają maxa z zawodników, a trasy wymagają naprawdę wszechstronnego przygotowania, zarówno kondycyjnego jak i technicznego. 8-minutowe oesy i długie dojazdówki, to już nie przelewki. Nie każdy sobie poradzi, ale zawsze można wystartować w zawodach u naszych południowych sąsiadów i poznać swoje miejsce w szeregu. Najbliższe okazje to: 9 czerwca Zadov, a pod koniec wakacji Moravka. Do zobaczenia.

Link do pełnych wyników: https://sportsoft.cz/cs/zavod/results/4985?rid=4219
Strona organizatora: http://ceskaenduroserie.cz/en/

Zdjęcia: Jara Sijka

Dodano: 2019-05-30

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

    Piszemy m.in. o:
  • lekkie koła do maratonu
  • Road Tour 2019
  • Andy - Apu Wamani
  • testujemy: Fulle XC, Ghost Kato 3.9 AL, KTM X-Strada 20, Trek Madone SLR 9 Disc eTap,Merida Silex 200, Scott Ransom 920