Załoga OSHEE World Expedition na pokładzie jachtu posiada kompletne wyposażenie ekspedycyjne i eksploracyjne, w tym rowery, sprzęt nurkowy, kajaki, paralotnie i wiele innych, a wszystko to po to, by pokazywać odwiedzane miejsca z lądu, z wody, spod wody i z powietrza. Nikt jednak nie spodziewał się, że rowery będą aż tak kluczowe dla wyprawy.

- To, co przydarzyło nam się na trasie rowerowej Amsterdam - Haga, zwyczajnie nigdy nie wydarzyłoby się, gdyby nie nasze pokładowe rowery. Nie poszlibyśmy na piechotę, nie popłynęlibyśmy kajakami. Nie byłoby nas tam, nie zobaczylibyśmy tak wiele. Mogliśmy objechać duńskie wyspy Bornholm i Møn, w prawdziwie lokalnym stylu, korzystając z naznaczonych i przygotowanych tylko dla rowerów tras - mówi Magda - współorganizatorka ekspedycji dookoła świata.


Jednym z ważnych punktów na europejskiej mapie wyprawy był dla ekspedycji wielki finał słynnego wyścigu żeglarskiego Volvo Ocean Race. W Hadze regaty kończyły swoją podróż dookoła świata. Mają przecież wspólny cel, ale dzielą go dwa różne, podróżnicze światy: regatowcy spod znaku Volvo zamykają okrążenie Ziemi w 8 miesięcy, a OSHEE World Expedition - w prawie cztery lata. Kiedy zostało jeszcze 20 mil morskich do Ijmuiden, oddalonej 66 kilometrów od Hagi - jej główny port został zamknięty z powodu żeglarskiego święta. Z pewnością każda mila na morzu trwała wieczność. Tak właśnie jest, kiedy człowiek bardzo się spieszy. - Nocne wachty są zdecydowanie przyjemniejsze niż dzienne - kiedy nie widzimy horyzontu i "nie czujemy gruntu" pod łódką, wydaje się nam, że płyniemy szybciej. Przypomina to nocny lot awionetką, wśród gwiazd - mówi Kila, która uczestniczyła w tygodniowym etapie rejsu.


Ijmuiden - Haga - odważni amatorzy z celem


Plany planami - a pewnych rzeczy na morzu nie da się zaplanowa
. Siły wyższe. I choć nie zdążyli, bo dopłynęli na końcowy moment finału, to byli wciąż bardzo zdeterminowani, by choć postawić stopę tam, gdzie odgrywał się ostatni akt kultowego wyścigu. Tak właśnie zrodził się nowy pomysł - wyprawy rowerowej do Hagi.


Te 66 km z Ijmuiden do Hagi to połowa Holandii na linii morza. Blisko i jednocześnie bardzo daleko. Zapadła decyzja: czworo członków załogi dosiądzie rowerów i pojedzie udokumentować to wydarzenie. Trasa na mapie wyglądała bardzo "apetycznie", wzdłuż prostej linii morza, pośród wydm. Gdy tylko ruszyli, upał zaczął dawać się we znaki, a Błażejowi (kapitan jachtu OSHEE) zepsuł się rower, więc musiał zawrócić. Pozostała trójka - Kila, Michał i Tomek - jechała dalej. Trasa okazała się przepiękna! Malownicza, cieniutka rowerostrada, biegnąca pomiędzy lasami a wydmami i oczkami wodnymi. Jak mówi Michał - te tereny żyją - pełno tam zwierząt, głównie dzikich koni i włochatych bawołów. Po przejechaniu „niewielu” jak na zaplanowaną wyprawę, bo 15 kilometrów krętej trasy, wznoszącej się i opadającej z niewielkich, ale wyczerpujących wzniesień załoga dopiero uświadomiła sobie, jakie postawili przed sobą wyzwanie. - Poczuliśmy się naprawdę zmęczeni. Czasowo nie wyglądało to dobrze, byliśmy blisko rezygnacji. - opowiada Kila. - Zastanawialiśmy się, czy jest sens umordować się, a dojechać na samą końcówkę i - było to bardzo prawdopodobne - zastać tylko personel sprzątający ten festiwal?


Mimo wszystko zdecydowali, że naprawdę warto jechać dalej. Realizować każdy wyznaczony wcześniej cel w podróży. I tak minęło kolejne 15 km równie plastycznej, zachwycającej scenerii, a następnie kolejne odległości. Możemy się tylko domyśla
, ile mieli satysfakcji, kiedy ostatecznie udało się urzeczywistnić plan wyprawy oraz doświadczyć tylu wspaniałych okoliczności w trasie.


O powrocie OSHEE World Expedition opowiedziało nam już trochę mniej. - Co tu dużo mówić - śmieje się Michał. - Powrót był o wiele bardziej morderczy, niż to się zapowiadało kilka godzin wcześniej. Wiatr się "odkręcił" - wiało z północy. W efekcie, obolali, sunęli powrotną trasę pod wiatr. Przerwy na odpoczynek nie wchodziły w grę, bo po tak intensywnym wysiłku skutkuje to tzw. szokiem mięśni - po prostu jedzie się znacznie gorzej. Jedyną radą było przeżyć nocną jazdę w stabilnym, spokojnym tempie, w towarzystwie żerujących nocą zwierząt.


Pozdrowienie z morza

Na sam koniec, Kila dopowiedziała nam jeszcze jedną, bliską jej sercu anegdotę. - Już po wypłynięciu z Holandii na morzu zastaliśmy regaty z Volvo Ocean Race płynące w naszym kierunku. Niezwykle piękny, bajeczny jacht drużyny Vestas “dołączył” się do nas na chwilę, płynąc bardzo blisko. Pozdrowiliśmy się wzajemnie ze uśmiechem. Oni właśnie wracali do domu, kończyli podróż dookoła świata. My swoją dopiero rozpoczynaliśmy.

Przypominamy, S/Y OSHEE jest dwumasztowym, stalowym jachtem żaglowym, a na jego pokładzie może przebywać w rejsach oceanicznych do dziesięciu osób. Dzięki swojej konstrukcji, jacht jest dobrze odizolowany od warunków zewnętrznych, dzięki niewielkiemu zanurzeniu umożliwiając również bezpieczną żeglugę przybrzeżną. Dzięki dużym zbiornikom na wodę i paliwo, wydajnej odsalarce oraz systemom odzyskującym energię z siły słońca, wiatru i wody, jacht OSHEE jest w minimalnym stopniu uzależniony od brzegowej infrastruktury technicznej oraz posiada bardzo mały ślad środowiskowy.


Afryka

Już niedługo artykuł z Afryki, bo OSHEE World Expedition właśnie wpłynęło na te wody. Ten etap prowadzić będzie przez Maroko, Maderę, Wyspy Kanaryjskie, Saharę Zachodnią, Senegal, Gambię i Wyspy Zielonego Przylądka, gdzie na początku listopada wyprawa rozpocznie przeprawę przez Ocean Atlantycki do Ameryki Południowej. Dalsze etapy ekspedycji przebiegać będą przez Antarktykę, południowy Pacyfik, Australię i Nową Zelandię, południową Azję i Afrykę, Karaiby, Amerykę Północną, Grenlandię i Skandynawię. Planowane zakończenie rejsu przewidywane jest na czwarty kwartał 2021 roku.

Dodano: 2018-09-05

Autor: Źródło: OSHEE WORLD EXPEDITION

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Trek Madone SLR
Cannondale SystemSix
Wilier Triestina Cento 10 Air
Scott Foil 20 czy 20 Disc
Specialized Enduro Pro 29
Liv Intrigue Advanced 0
Giant Defy Advanced Pro 0
Canyon Grail CF SL 8.0
Romet Mustang M1