W dniach 9 i 10 czerwca zostały rozegrane kolejne dwa etapy z serii cyklu: GRAND PRIX AMATORÓW NA SZOSIE "Rowerem przez Polskę" – Rajdy dla Frajdy.

Województwami które gościły uczestników były Lubelskie, miejscowość Zwierzyniec (9 czerwca) oraz Podkarpackie, miejscowość Dybawka (10 czerwca).


O samej formule już mówiliśmy, ale pokrótce dla przypomnienia, na cykl składa się 16 odrębnych wyścigów, po jednym na dane województwo. Wyścigi rozgrywane są parami tj. sobota, niedziela najczęściej w sąsiednich województwach tak aby uczestnicy mieli szansę na rozplanowanie często dalszych wyjazdów od domu i aby to po prostu się bardziej kalkulowało.


Tak jak i w poprzednich odsłonach przed startem, który zaplanowany jest zawsze na godzinę 11:00 odbywa się odprawa, w której organizator bardzo szczegółowo i rzetelnie przekazuje informacje odnoście przebiegu trasy. Tu pozwolę sobie zauważyć, że informacje często mają kluczowe znaczenie dla przebiegu wyścigu, często w znacznym stopniu mogą ułatwić przebieg rywalizacji i wystarczy skorzystać ze wskazówek, jakie Pan Karol stara się przekazać. Co do samej rywalizacji wyglądała ona następująco:

9 czerwca (sobota) uczestnicy rządni rywalizacji w województwie Lubelskim stawili się w okolicy Centrum Kultury w Zwierzyńcu, gdzie po odprawie rozpoczął się wyścig. Tym razem na uczestników zmagań wyzwaniem, oprócz wysokiego tempa i samej rywalizacji, była bardzo wysoka temperatura przekraczająca 30 stopni, a to w połączeniu z przede wszystkim otwartym i mało zalesionym terenem stanowiło dla wielu uczestników morderczy miks, który na dobre pozbawił ich nadziei na sukces. Sama trasa w przeważającej części miała charakter płaski z niewielkimi hopkami i jednym bardziej selektywnym podjazdem w końcowej części trasy. Początek był stosunkowo spokojny, duża grupa uczestników starała się współpracować, niestety miało to też swoje słabe strony, gdyż trasa wyścigu poprowadzona była drogami lokalnymi, które w tamtym regionie cechują się niezbyt dobrą nawierzchnią, a już przede wszystkim nieutwardzonym poboczem. Z ego powodu w sytuacjach kiedy jakiś pojazd chciał wyprzedzić dużą ok 40 osobową grupę było to naprawdę nieprzyjemnie, wręcz niebezpiecznie. Jednak już po kilkunastu kilometrach wyklarowała się mocna około 10 osobowa ucieczka, która zgodnie współpracowała ze sobą zyskując kilkudziesięciosekundową przewagę nad pozostałymi uczestnikami. Na 50 kilometrze, gdzie zlokalizowany był bufet wydarzyła się mniej sympatyczna syuacja. Grupa goniąca doszła do poprzedzających ją uczestników i niestety nie dostosowała się do założonego regulaminu, że przewaga na bufecie jest wiążąca i z taką samą przewagą uczestnicy powinni ruszać przed pozostałymi kolarzami. Kolarze z drugiej grupy dołączyli do pierwszej, przez co z kilkuosobowej dobrze współpracującej grupy utworzył się mały peleton i przez pewien czas słychać było głosy niezadowolenia z zaistniałej sytuacji, a sama współpraca nie wyglądała na zbyt harmonijną. Niemniej najważniejszy moment rywalizacji był dopiero przed kolarzami - stosunkowo wymagający podjazd po kilometrach przejechanych w bardzo szybkim tempie (średnia oscylowała w granicy 38 km/h), przed Szczebrzeszynem zwany 'Małą Golgotą'. Okazał się on na tyle selektywny, że spośród całej grupy prowadzącej tylko 4 zawodników pozostało na czele. Ostatnie kilometry to przede wszystkim raczej płaskie i szybkie odcinki prowadzące już w kierunku mety, która również była zlokalizowana w miejscowości startu tj. Zwierzyńcu. Ostatnie metry to sprint, w którym najlepiej poradził sobie Radosław Wasilewski (Biłgoraj) wyprzedzając Pawła Sowę (Zamość), a jako trzeci linie mety minął reprezentujący bikeBoard Mateusz Skarżyński (Kraków). Wśród Pań najlepsza okazała się Nikola Janik (Stalowa Wola) Anna Dubiel (Lublin) a podium uzupełniła Anna Momot (Długi Kąt). Na mecie na uczestników tradycyjnie już czekał posiłek regeneracyjny, oraz dekoracja i wręczenie nagród dla najlepszych w poszczególnych kategoriach. Po samym wyścigu po raz kolejny słychać było mnóstwo głosów uznania dla organizatorów jak sprawnie wszystko jest przeprowadzone. Jedyne na co nie mieli w tym dniu wpływu to pogoda, bo ta okazała się być chyba 'zbyt dobra', a dla wielu uczestników był to kluczowy element z którym nie mogli sobie poradzić. No cóż, może następnym razem :)


Dnia 10 czerwca (niedziela) spotkaliśmy się po raz kolejnym w ten weekend na wyścigu z serii 'Rajdy dla Frajdy' tym razem województwem do zaliczenia było Podkarpackie, a miejscowością która gościła start i metę była znajdująca się tuż pod Przemyślem Dybawka. Na starcie stawiło się bardziej wyselekcjonowane grono uczestników, bo i trasa tego dnia była zdecydowanie bardziej wymagająca - niemal 2000 metrów przewyższenia przy 108 km, w stosunku do ok. 800 metrów z dnia poprzedniego. Może dlatego na start w obu odsłonach, sobotniej i niedzielnej, zdecydowało się tak mało uczestników... Niemniej, jak to już bywa przed każdym rajdem, chwila na zapisy oraz odprawę, która w przypadku tego etapu mogła się okazać kluczowa, dla osób które na co dzień nie znają tego regionu. Do startu przystąpiło naprawdę mocne grono uczestników, ale cóż się dziwić skoro to najtrudniejszy spośród etapów rajdów. Początkowe kilometry stanowiły rozgrzewkę prowadząc na Przemyski rynek, gdzie wszyscy ustawili się do pamiątkowego zdjęcia. Później już rozpoczęło się upragnione ściganie. Pierwsze kilometry to wspólna jazda dużej grupy prowadzonej przez jednego z lokalnych kolarzy, który region zna jak własną kieszeń. W pewnym momencie dołączył do nas również radiowóz, który eskortował nas do wyjazdu poza teren zabudowany i dzięki temu każdy mógł się poczuć komfortowo. Od momentu w którym policyjna eskorta dała nam luz rozpoczęła się zabawa, tj. pierwszy podjazd który naciągnął grupę na tyle, że o wiele łatwiej każdy mógł znaleźć dla siebie miejsce. Jednak trudy tego etapu dały o sobie znać już na pierwszym konkretnym zjeździe na ok 25 kilometrze. Na dość ostrych zakrętach szybkiego zjazdu, miejscami leżał drobny żwirek i piach przez co trzeba było naprawdę dobrze operować kierownicą, co jak się okazało nie wszystkim się udało, na końcu pierwszej grupy przydarzył się wypadek w którym dwóch kolarzy przestrzeliło zakręt. Niestety dla nich spotkali po drugiej stronie drogi samochód. Na szczęście oprócz strat materialnych nic poważniejszego się nie wydarzyło. Dalszy ciąg rywalizacji to już zdecydowanie rasowa kolarska zabawa, w której dzięki mocnemu tempu, wysokiej temperaturze i dość wymagającym podjazdom, pozostała wyselekcjonowana grupa osób która zdecydowanie w tym dniu miała ochotę na harce w górę i w dół, a było do tego okazji bez liku, bo po niemal każdym podjeździe następował gwałtowny zjazd chwila po prostej gdzie tempo było bardzo wysokie i znów w górę! Mniej więcej w połowie wyścigu w pierwszej grupce pozostawało już tylko 9 osób. Jednak najbardziej kluczowym momentem rywalizacji był podjazd Nadleśnictwie Bircza na szczycie którego znajdował się bufet (81 km) to właśnie tam na wąskiej leśnej drodze grupa dość mocno się porozbijała z czego najbardziej mógł być zadowolony Adam Gawlik, którego tempa nie zdołała utrzymać nawet kilkuosobowa grupa. Na bufecie, tj na początku zjazdu miał wypracowane ok półtorej minuty przewagi nad grupką goniącą, która miała również przewagę kilkudziesięciu sekund nad kolejnym goniącym. Kiedy Adam postanowił nie rozmieniać swojej przewagi na ostatnich kilometrach tylko ją powiększał, to grupka pościgowa powiększyła się o dodatkowego kolegę który dzięki śmiałej decyzji o puszczeniu hamulców na wymagającym zjeździe doszedł kolegów i odrobił straty. Teraz o kolejne lokaty, bo wszyscy mieli świadomość że pierwsze miejsce odjechało, walczyło 4 kolarzy.


Ostatnie kilometry to kilka podjazdów i zjazdów na których wszyscy pilnowali się, a raczej byli w stanie utrzymać nawzajem tempo. Kluczowym elementem finałowej rozgrywki była znajomość trasy, gdzie osoby z regionu miały zdecydowanie łatwiej. Niestety jak się okazało finałowy podjazd o mocnym nachyleniu był ulokowany tuż po bardzo szybkim zjeździe gdzie prędkości przekraczały 80 km/h w dodatku nie był on oznaczony na mapie nawigacji, z prostej przyczyny - droga po prostu nie jest naniesiona na mapy. Tu trzeba przyznać, że to wszystko było powiedziane przez organizatora, ale w mnogości informacji ten fakt po prostu mógł gdzieś umknąć. Finałową potyczkę o drugie miejsce wygrał Wojciech Pasowicz (Dębica), trzecie miejsce zajął Mateusz Burda (Łańcut) a czołową piątkę uzupełnili Reprezentujący bikeBoard- Mateusz Skarżyński (Kraków) i Łukasz Pękala (Poznań). Na szczycie finałowej wspinaczki czekał zwycięzca, który miał już kilka dobrych chwil na odpoczynek i celebrację zwycięstwa. Wśród Pań najszybciej z trudami trasy poradziła sobie Małgorzata Trelka Żmuda (Rzeszów), oraz Agnieszka Galanty (Dybawka) – która pokonała dystans mini. Pozostali uczestnicy wyścigu docierali już z minutowymi stratami najczęściej samotnie, ale chyba każdy kto dotarł do upragnionej kreski mógł się czuć w tym dniu jak zwycięzca, bo w pokonanie trasy wymagało często od zawodników wspięcia się na własne wyżyny, a często z tego co słyszałem przekroczenia ich, ale po prostu było warto. Po wyścigu tradycyjnie na uczestników czekała możliwość odpoczynku i regeneracji, tym razem w okolicznościach jednego z ośrodków agroturystycznych w Dybawce. Oprócz pysznej zupy i ciastek niemal każdy postanowił skorzystać z uroku spryskania się wodą ze szlaucha. Po pewnym czasie rozpoczęła się również dekoracja najlepszych w poszczególnych kategoriach i chwila podsumowań. W tym miejscu bardzo serdecznie po raz kolejny chciałbym podziękować organizatorom za tak profesjonalne wykonanie swojej pracy, ale tego można było się przecież spodziewać po wcześniejszych odsłonach. Ja z własnej strony chciałbym zwrócić uwagę na postawę Pani Sołtys  Beaty Bartkowiak, która była tak mocno zaangażowana w pomoc przy wyścigu, że można by odnieść wrażenie, że to ona sama to zaplanowała. Pani Ssołtys pomagała na starcie i na mecie, ale przede wszystkim dopingowała uczestników na całej trasie rajdu! Na prawdę bardzo pozytywne wrażenie, brawo Dybawka, brawo Rajdy dla Frajdy! Mam nadzieje że w tym sezonie uda mi się jeszcze chodź raz uczestniczyć w zawodach organizowanych w ramach cyklu, bo po prostu jestem pewien że to solidna impreza i w przyszłości jeszcze wiele o niej dobrego usłyszymy.

Dodano: 2018-06-13

Autor: Tekst: Mateusz Skarżyński, foto: Organizator

Tagi: szosa

Reklama


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Nowości 2019

Raport z Pucharu Świata XC

Specialized Stumpjumper Expert 29
NS Bikes Snabb 29 Plus 2
Marin Rift Zone 1 29
Trek Full Stache 8
Cannondale Synapse Carbon Disc Red eTap