Najbardziej prestiżowa etapówka w świecie MTB, przyciągająca na start zawodowców i amatorów z całego świata, w tym roku z 54 krajów rozrzuconych po całym globie.

W momencie swojej premiery w drugiej połowie ubiegłego roku BMC Impec budził skrajne emocje - szokował ceną, nie zachwycał masą, zwracał uwagę designem ale przede wszystkim fascynował technologią wykonania.

Ostatnio informowaliśmy Was o, w zasadzie mało zaskakujących, wynikach pierwszego dnia zmagań na hiszpańskiej etapówce. Trasa drugiego, dość łatwego technicznie, odcinka także nie przyniosła znaczących zmian na czele i prowadzenie w generalce pozostało w rękach Hermidy i Naef'a.

Jaki napęd macie w swoich rowerach - Campagnolo, Shimano, SRAM? Możemy się założyć, że przynajmniej 99% z Was wybierze jedną z tych trzech możliwości. Do pewnego stopnia zawładnęły one światem rowerowych komponentów, jednak nie jest to pełen obraz - firm, marek, manufaktur i patentów, pozwalających na zbudowanie „alternatywnego” napędu jest całe mnóstwo.

Historia sięga lat 90. XX wieku, kiedy to Mavic do spółki z Hutchinsonem i Michelinem zaprezentowali standard UST (Universal Standard for Tubeless), czyli specjalne obręcze i opony pozwalające na jazdę bez dętek. Jednym z jego największych zalet była (i wciąż jest) możliwość jazdy na nieprawdopodobnie niskich ciśnieniach, co pozwala cieszyć się lepszą przyczepnością bez obaw o snake bite’y.

Od upadku komunizmu Rosjanie nie skonstruowali żadnego nowego samolotu myśliwskiego. Jeśli do 2015 roku nie przebudują parku myśliwców, lotnictwo Rosji całkowicie straci moc bojową. Putin sprawdził ostatnio najnowszy wyrób zakładów Suchoj - T50 i powiedział, że znacznie przewyższa w manewrowości, uzbrojeniu i zasięgu znajdujący się od 1997 roku na uzbrojeniu US Air Force F-22 Raptor.

Malownicze pojezierze z bogatą, wielowiekową historią, otoczone górami z królującym majestatycznym Dachsteinem, stwarzające doskonałe warunki do wszelkich form turystyki i sportu praktycznie przez cały rok. Polskim bikerom kojarzy się jednak przede wszystkim z Salzkammergut Trophy - największą imprezą w austriackim świecie MTB.

Wszyscy znamy, przynajmniej z grubsza, historię Odysa który spod Troi przez całe dziesięć lat zmierzał do rodzinnej Itaki. Zatem Odyseja, „ogólnie polega na tym, iż bohater wyrusza z „miejsca A”, dociera do „miejsca B”, by bogatszy o doświadczenie drogi, powrócić ponownie do „miejsca A””…

Na początku roku, gdy za oknem jeszcze leżało sporo śniegu i tylko nieliczni zarażeni cyklozą ośmielali się wyciągać rowery na przejażdżki, dostałem propozycję nie do odrzucenia - przyłączenie się do SIKORSKI bikeBoard TEAM i reprezentowanie biało-czerwonych barw na terenie Mazowsza. Jako, że mieszkam w Warszawie już od dwóch lat, ofertę przyjąłem bez wahania. Zwłaszcza, że złapałem już kilka lat temu bakcyla MTB, ale chyba przez te lata brakowało mi mobilizacji i jakiegoś celu. Wraz z nadejściem wiosny taki cel jasno się wyklarował: uczestnictwo w cyklu Mazovia MTB 2010 i zajęcia jak najwyższego miejsca odpowiadającego moim umiejętnościom i wytrenowaniu. Poniżej przedstawiam relacje i wspomnienia z każdej z edycji, w której brałem udział. Początkowo nie sądziłem, że zaliczę prawie 100% startów, ale jak się okazało nie byłem tylko na jednych zawodach.

Pogoda spłatała niezłego figla chodź wiele osób znało prognozy na zawody. Mgła, deszcz, błoto oraz spore kamole to nieodłączne elementy dzisiejszej jazdy. Trasa bardzo wymagająca, trudna technicznie i czasem nie do pokonania zwłaszcza dla amatorów tego sportu. Mimo deszczu na trasie nie zabrakło widzów, którzy oczywiście dopingowali riderów.   Z wiadomych przyczyn pogodowych dziś nie odbędą się zawody w skatepark, prawdopodobnie zostaną przełożone na niedziele. 

O tegorocznych Mistrzostwach głośno było już od jakiegoś czasu. Wszystko to, za sprawą zmiany miejsca ich rozgrywania. Organizator zrezygnował z kultowego miejsca na Zamku w Książu, gdzie w 2004 roku rozgrywane były ME, na rzecz Parku Sobieskiego - w centrum Wałbrzycha.  Sceptyczne pogłoski o banalnej , "parkowej" trasie odeszły w zapomnienie kiedy zawodnicy zapoznali się z przygotowaną mistrzowsko trasą.  Nie jeden zawodnik stojący na starcie marzył by mieć "taki park" koło domu.  Trasa niezwykle ciężka i wymagająca zarówno pod względem wytrzymałościowym jak i technicznym.  Od startu do mety charakter trasy był stricte interwałowy z krótkimi, stromymi podjazdami oraz karkołomnymi zjazdami, które śmiało mogły by konkurować z tymi, znajdującymi się na znanych trasach Pucharów Świata!

Debiutująca edycja Cyklokarpat w Żegiestowie już w pierwszym wydaniu zapowiadała się imponująco - to co śni się organizatorom i marzy zawodnikom MTB - zerowy odsetek odcinków asfaltowych. Niestety wiadomo jakie mieliśmy ostatnie miesiące, stąd też Żegiestów przełożono na ubiegłą sobotę. Między Nowym Sączem a Żegiestowem (rzecz jasna przepiękna droga) im głębiej w góry tym więcej śladów po ulewach – tu trochę błota z kamieniami na jezdni, tu oberwanie asfaltu, tu komuś w nadbrzeżnym domku rzeka przepłynęła przez salon.

Od 20 lat pasjonaci mtb w Alpach faworyzują ten wyścig. Czemu tak jest? Postanowiłem to sprawdzić. Wracając z rodzinnych wakacji kamperem na Korsyce i na południu Francji postanowiliśmy zatrzymać się na kilka dni w Szwajcarii i pojeździć na rowerze po górach. Grand Raid wpasował się idealnie w mój kalendarz – podjąłem więc decyzję o starcie na najdłuższym dystansie Verbier-Grimentz: 121 km,  5430 m przewyższenia. Z uwagi na konieczność powrotu do Polski tuż po wyścigu (ok. 1500 km) chciałem spokojnie pokonać dystans, delektując się trasą, widokami, atmosferą ...

Znowu szamani pogodowi narobili zamieszania. Najpierw miało być deszczowo, potem jednak ładnie, w końcu padało co drugi dzień a w niedzielny poranek było szarawo i pochmurno. Jednak jak dojechałem na Błonia słońce zdążyło się już przez te chmury przebić. No i zaczęło się…

Tej wiosny, przy okazji prezentacji kolekcji Meridy na 2011, mieliśmy okazję wziąć udział w konferencji prasowej Williama Jenga - Senior Vice Presidenta Merida Corp, który pokazał, jak wygląda organizacja wyceniana na 185 milionów USD o potencjale produkcyjnym 2,3 miliona rowerów rocznie (z tego około 880 tysięcy pod własną marką), o kadrze ponad 3000 pracowników i która plasuje się na 15. miejscu w ekonomii całego Tajwanu.

W ostatnią niedzielę Michałowice koło Krakowa gościły kolejny raz miłośników dwóch kółek. Spore grono kolegów z entuzjazmem wypowiadało się na temat tutejszego Maratonu MTB, więc ja również dałem się skusić. Pomimo, że jest to pojedyncza, lokalna impreza to stała się już punktem obowiązkowym w kalendarzu startów wielu zawodników, także z poza Małopolski, od lat regularnie startujących w MTB. Dzięki współpracy lokalnych pasjonatów kolarstwa i osób promujących sport w gminie, ale także przy wsparciu władz miejscowych, wojewódzkich i starostwa krakowskiego i znaczącym patronacie medialnym możemy uczestniczyć w godnym uwagi wydarzeniu sportowym.

Dotychczas kolarstwo szosowe znałem z relacji kilku czynnie ścigających się kolegów, poprzez treningi w 90% na czarnej nawierzchni, no i oczywiście spocone ręce podczas oglądania Tour de France. Po kilku startach w maratonie "Pętla Beskidzka" coraz bardziej ciągnęło mnie w stronę ścigania na cienkich oponach. Pomyślałem, dlaczego by po kilku latach na MTB nie spróbować czegoś dla odmiany?

Wszystko zaczęło się dość dawno temu, kiedy zacząłem przemyśliwać nad startem w Salzkammergut Trophy na najdłuższym dystansie. Z różnych powodów jakoś nie mogłem się zdecydować. Wstępnie postanowiłem sobie to powetować wybierając porównywalną krajową imprezę.  Nie ukrywam, że byłem ciekawy jak to zniosę.

Mnie tytan zawsze kojarzy się z Wokulskim, bohaterem "Lalki" Prusa Bolesława. Wiem, że to on pierwszy oglądał próbkę tytanu. Prus musiał sprawę nieco podkolorować i dlatego napisał, że metal ten był lżejszy od powietrza, ale wiecie, jaki jest show biznes...

W ostatni weekend lipca debiutowały Gorlice i nie był to pierwszy debiut w historii tego miasta. Przy jednym ze skrzyżowań ulic tego niewielkiego małopolskiego miasta stoi pierwsza latarnia uliczna. Maratończycy Cyklokarpat na pewno nie przyczynią się dla ludzkości w tak wielkiej mierze, ale dla rowerowych imprez w Beskidzie Niskim i Magurskim Parku Narodowym są pionierami w klasyfikacji imprez na tak dużą skalę.

Są wydarzenia w corocznym kalendarzu kolarskim, których nie sposób nie zauważyć. Są takie, które wielkim szumem przyciągają właśnie owo zainteresowanie, lecz znikają gdzieś bez echa. Ale są także takie, które na przestrzenie lat urosły do miana legendy – czy to za sprawą trudności, niecodziennej lokalizacji, ponadprzeciętnego poziomu sportowego, ale też wielu innych cech.

Jazda pod górę i zdobywanie szczytów to istota MTB - do najciekawszych zjazdów najczęściej prowadzi trudny podjazd, a nie wyciąg.

Etnodesign dotarł do branży rowerowej! Ludowe motywy zdobiące rowery Maxim i Electra pokazują, że można używać na codzień pojazdu wyglądającego jak łowicka wycinanka. O tym czy mamy do czynienia z dziełem sztuki, czy modnym gadżetem wykorzystującym ogólnoświatowy trend, decyduje stopień ingerencji projektanta w zdobnictwo i funkcjonalny wyraz rower.

Kartki w kalendarzu uciekają mi ostatnio szybciej niż kilometry na maratonach i być może dlatego relację popełniam z tygodniowym opóźnieniem. Jednak czas to podobno pojęcie względne, więc myślę, że na kilka zdań jeszcze nie jest za późno.

Pytanie o idealny rower pojawia się w każdym kontakcie z czytelnikami. Testy głoszą: nie ma ideałów i konieczna jest specjalizacja, ale niewielu może ustawić swoje rowery w dwuszeregu (tak, żeby odliczyć choć: raz! Pełna!) Większość ma jeden rower i chce mieć efektywnego „maratończyka” i rasowe enduro w jednym. Ale rower to nie szampon 2 w 1.

Zasługą Pana Andrzeja Nowińskiego i Biura Informacji Turystycznej w Ustroniu była spora kolekcja fotografii (zastanawiających, bawiących i śmieszących) pt. „Kolarskie impresje”, którą od połowy tygodnia można było oglądać w scenerii uzdrowiskowego ryneczku.

Mimo nienajlepszych prognoz, nie padało i I edycja tegorocznego Pucharu Polski Lion Wierchomla Downhill, odbyła się w dobrych warunkach pogodowych i na dobrze przygotowanej trasie.

Mam 7,5-letnią córkę, z którą bardzo lubimy jeździć na rowerze. Na swoich "małych kółkach" Zuza przejeżdża bez problemu kilkanaście - do dwudziestu kilometrów w czasie jednego wyjazdu. Jeździmy jednak po płaskim terenie, ścieżkach rowerowych, lasach itd. (?) Bardzo chciałbym, abyśmy razem zaczęli jeździć po trudniejszym terenie - więcej lasu, delikatnych podjazdów, może górek? Nie wiem jednak, na ile mogę sobie pozwolić, aby nie zrobić córce krzywdy.

Nareszcie zrobiło się cieplej, zazieleniło się, na polach i w lasach pojawiły się pierwsze kwiaty a na drogach motocykliści. Również amatorzy dwóch kółek napędzanych siłą własnych mięśni licznie pojawili się na turystycznych i sportowych trasach. A miniony weekend obfitował w propozycje; można było ścigać się na szosie, w maratonach czy klasycznych wyścigach XC.

Miniony długi weekend spędziłem tradycyjnie na rowerze. Może nie tak ekstremalnie jak przed rokiem, czyli na etapówce MTB Trophy, ale umiarkowanie czynnie z małym wyścigiem w niedzielę, w sam raz na zakończenie. W związku z tym postanowiłem się oszczędzać. Muszę wspomnieć, że praktycznie do ostatniego dnia miałem szansę wyjazdu na wspomniane MTB Trophy czy na Alpen Tour. Jednak skutecznie oparłem się namowom i okazjom typu „last minut” i zdecydowany byłem zrealizować własne plany treningowo-startowe. Inna sprawa, że teraz, pisząc te słowa, zastanawiam się, czy nie należało jednak pojechać...


Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później