Jesteś tutaj: Strona Główna > Sport i Raporty > Sport > Powerade MTB... rejestruj zaloguj

zostań fanem

Powerade MTB Suzuki Marathon - Kraków

W serii tej startuje od lat, wszystkie inne wyścigi były tylko uzupełnieniem. Niestety - na skutek problemów zdrowotnych, kiedy wiosną ważyły się moje losy nie tylko jako zawodnika ale również rowerzysty - musiałem bieżący sezon spisać na straty. To nie znaczy, że zupełnie zerwałem ze sportem, nadal startowałem w innych zawodach rowerowych oraz biegowych. Czyli starałem się utrzymywać w jakiej takiej dyspozycji.
Nic dziwnego, że postanowiłem wystartować u siebie w domu. Mało tego, uznałem, że wrócę na trasę Giga. Niestety, ale życie powoli, aczkolwiek skutecznie i systematycznie, zaczęło weryfikować moje plany. I tak stopniowo, wskutek róznych problemów i trudności, zacząłem się wycofywać z decyzji o ściganiu na dystansie Giga… Podkreślam, że interesowało mnie tylko ściganie, bo jakoś nie jestem zwolennikiem wycieczek rozgrywanych w tej formule. Pozostał dystans Mega. Zwłaszcza, że postanowiłem wywalczyć sektor, z którego będę mógł wystartować w przyszłym sezonie. Swoimi zuchwałymi marzeniami sięgałem nawet trzeciego. Niestety, tydzień przed maratonem dopadła mnie proza życia, podczas biegu naderwałem sobie mięsień dwugłowy uda. No i wszystkie moje plany, po raz kolejny, wzięły w łeb. Ponieważ byłem zdesperowany i obolały, zdecydowałem się na wizytę w prywatnym gabinecie na pojedynczy seans rehabilitacyjny i USG. Ze świadczeń bezpłatnych pozostała mi jedynie modlitwa ;-) i smarowanie maścią. Do tego działania podjęte we własnym zakresie, czyli łagodne jazdy na rowerze, rolki i… koszenie trawy. Tak koszenie, taką prawdziwą kosą. W każdym razie w niedzielę 28. sierpnia byłem przygotowany na uczestnictwo w charakterze aktywnego, mobilnego i fotografującego widza. W przeddzień wyznaczyłem sobie na mapie i skorelowałem czasowo alternatywne miejsca w których miałem fotografować zmagania. Przeważnie maratony obserwowałem z punktu widzenia uczestnika z rzadka jako widz. I już podczas pierwszego takiego doświadczenia, zorientowałem się, że hmmm… to jest po prostu nudne. No chyba, że zna się zawodników, komuś się kibicuje, oczekuje na czyjś przejazd. No albo zajmie się czymś pożytecznym, np. wypróbowaniem nowego aparatu ;-) Czyli na luzie i bez zobowiązań.
Pierwsze spotkania z rozpędzonym peletonem miało miejsce ok. 2 km po starcie. Już wtedy peleton była dość rozciągnięty. Zaczęły się tworzyć większe i mniejsze grupy, całość zamykali pojedynczy zawodnicy. W poszukiwaniu taniej sensacji postanowiłem zaczaić się na którymś ze zjazdów. Na początek, skrótami pojechałem na ok. 25. km. Tam, po kilkunastu minutach oczekiwania zobaczyłem kilkuosobowa czołówkę Giga mknąca szybko w dół. Prowadził poźniejszy zwycięzca, Bartek Janowski. W mniejszych lub większych odstępach czasowych pojawiali się kolejni zawodnicy. Mocno rozciągnięci, przeważnie pojedynczo lub 2-3 osobowych grupkach. No ale nic spektakularnego się nie działo, zatem ruszyłem w kierunku Wawozu Kochanowskiego. Czołówka oczywiście dawno przejechała, ja zaś miałem możliwość obserwacji różnych technik pokonywania tego zjazdu. Cześć - przypominam, że byli to jeszcze gigowcy - normalnie zjeżdżała, część od razu poddawała próbę i sprowadzała. W tej części stawki przeważali jednak ci, którzy starali się przejechać metodą na jeden kontakt. Na szczęście nogą a nie całym swoim jestestwem. Analizując czas i znając możliwości czołówki Mega, postanowiłem zmienić punkt obserwacyjny, czyli ustawić się na ok. 33. km na polach za Kleszczowem. Oczekiwanie na czołówkę skracałem rozmowa z napotkanym kolegą i obserwacją wytrwałych zawodników z Giga. Przypominam, że czołówka najdłuższego dystansu jechała tędy niemal godzinę wcześniej. Zgodnie z oczekiwaniami pojawili się; można było podziwiać ich technikę jazdy, nawet na takim stosunkowo nietrudnym odcinku. Z zadowoleniem zauważam w czołówce kolegów z teamu, wymieniliśmy pozdrowienia.

2011-09-05 | Źródło: bikeBoard- Robert Baś

1 2 następna » 

Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy