Dwaj najwięksi przyjaciele człowieka: pies i rower. Po spięciu w zaprzęg - sport ekstremalny zwany bikejoringiem. Po rozpięciu zaprzęgu już mniej ekstremalnie, ale nadal wiele dodatkowych wrażeń.
Czy widzieliście kiedyś zdjęcie Ivan’a The Singletrack Beast*? Wielu z nas jest „psami” na singletracki. Ale prawdziwą bestią na singletracku może okazać się Twój czworonożny przyjaciel. Naszego czworonoga przygarnęliśmy wychudzonego zimą 2005. Pewnego wieczoru, gdy wróciliśmy z pracy, stał na ganku i nie chciał wpuścić nas do naszego własnego domu. Był w opłakanej kondycji fi zycznej i psychicznej, ale po godzinie patrzenia sobie w oczy wiedzieliśmy, że nasze stado właśnie się powiększyło. Weterynarz powiedział, że nie ma więcej jak pół roku i że wymaga suplementacji wspomagającej rozwój aparatu ruchu. Suplementy czynią cuda - najlepiej wiedzą to Ci, którzy nawet na godzinny spacer nie wyjeżdżają bez bidonu wypełnionego ulubionym izotonikiem. I uczyniły… po roku nabrał kształtów i odzyskał temperament właściwy swoim rodzicom - przynajmniej jednemu z nich, wywodzącemu się z Parson Russell Terrierów, pierwotnie używanych do polowań na lisy w norach. Chodzenie na spacery na smyczy kończyło się dolegliwościami zbliżonymi do łokcia tenisisty. W kodzie genetycznym przekazano mu pogoń za wszelaką zwierzyną - od muchy latającej po pokoju, przez zająca spotkanego na ścieżce, po sarnę wypatrzoną w kniei. Śmiga za wszystkim co ucieka, nie zastanawiając się specjalnie, co zrobi przy swojej wadze niewiele ponad 12 kg, gdy goniony jeleń znudzi się tą zabawą i się zatrzyma. Trzeba było tę energię ukierunkować… Bikejoring… to chyba oczywisty wybór w przypadku właścicieli dotkniętych cyklozą. No i zaczęło się studiowanie witryn tworzonych przez doświadczonych hodowców i maszerów (musherów).
W całych tych zabiegach chodziło o zapewnienie bezpieczeństwa zwierzakowi. Wyłoniły się z tego 3, naszym zdaniem kluczowe, dla zdrowia psa zasady. „Po pierwsze primo”, lina (smycz) bezwzględnie amortyzowana, nawet podwajająca swoją długość, a w miejsce podduszającej obroży - koniecznie uprząż (szelki). „Po drugie primo”, pies biegnie zawsze z przodu (pomijając sytuacje, gdy dał susa w bok za zwierzyną). Jeżeli biegnie przy rowerze, albo właśnie zaczął powłóczyć łapami za tylnym kołem, to znaczy, że tempo i dystans zostały źle zaplanowane i należy zrobić odpoczynek po czym w tempie spacerowym wrócić do bazy. „Po trzecie primo”, jeżeli trasa wycieczki z przyczyn geografi cznych nie uwzględnia obcowania z rzekami i jeziorami, to pamiętaj o dodatkowym bidonie wody dla czworonożnego zawodnika - on nie ma kolarskiej koszulki z materiału, nad którym pracował sztab naukowców i chłodzi się głównie odparowując wodę układem oddechowym. W ramach „trzeciego primo” należy pamiętać o podstawowym czynniku warunkującym wydolność psa, czyli temperaturze otoczenia. Nasz przy 5 do 15°C bez uprzęży przebiega 30 km ze średnią ponad 15km/h i jeszcze mu mało, ale już w okolicach 20°C dystans ten należy zredukować o połowę, a powyżej 30°C pozostać przy pieszym spacerze. Pies ciągnący rower męczy się dodatkowo. Nie bez powodu zawody bikejoringowe rozgrywane są zazwyczaj na dystansie 5 do 10 km. Pamiętajmy również, że nie każdy pies i nie w każdym wieku będzie czerpał radość z pokonywania kilometrów wraz z uzbrojonym w rower właścicielem. Jeżeli masz Yorka, to raczej kup mu koszyk na kierownicę. Jeżeli masz dużego leciwego kanapowca, to odpal mu netbooka, aby mógł poczatować z kurczakami Halamy, a pogoń za zającem zrealizuj we własnym zakresie. Ale jeżeli masz teriera, greystera, malamuta, huskiego lub innego psa myśliwskiego „nakręconego” na bieganie, to dla jego zdrowia i dobrego samopoczucia musisz z nim aktywnie spędzać czas. A skoro trzymasz dodatkowo w ręku bB, to najprawdopodobniej najlepszym pomysłem jest bikejoring lub freerunning. A gdzie w tym wspomniany ekstremalizm? Kolarstwo górskie samo w sobie podnosi adrenalinę, a dobry pies potrafi w zaprzęgu poprawić wynik samotnego kolarza o 20%. Ale nawet bez startowania w zawodach i bez gór robi się ekstremalnie na nizinnym singletracku, gdy zwierzak co jakiś czas proponuje swoją wizję ścieżki i wybiera dyskusyjną stronę drzewa. Ostatnio nasz zaprzęgowiec stał się wyjątkowo kreatywny pod tym względem i w trosce o bezpieczeństwo duetu coraz częściej wybieramy freerunning. Może to silna autosugestia pozwala nam widzieć uśmiech na pysku naszego bikePsa po każdej przejażdżce, ale faktem jest, że odróżnia dwa podstawowe typy stroju, w którym któreś z nas wychodzi z domu. Garnitur tudzież dżinsy nie wywołują u bikePsa szczególnej nostalgii, gdy jeden z członków jego stada idzie pracować na jego puszki. Ale wystarczy założyć kolorową koszulkę kolarską i kask, aby rozpoczęło się zaklinanie drzwi, oczami à la kot ze Shreka, w nadziei, że zaraz po niego wróci ktoś z bikeStada.
*Ivan The Singletrack Beast

Więcej o jeździe na rowerze z Waszym ulubionym czworonogiem możecie przeczytać w artykule Cztery łapy, cztery łapy, przy rowerze pies kudłaty z numeru bikeBoard 2/2003.

Dodano: 2010-06-07

Autor: Tekst: Kasia i Barteq Ufnalscy, na zdjęciu: Biscuit

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWERY 2018

28 lat minęło – Yeti Ultimate

Odzież, akcesoria i dużo, dużo więcej!