Każdy czytelnik spoglądający na nagłówek strony zawierający słowo „Felieton” spodziewa się z pewnością felietonu. Ba, on nawet oczekuje na niego biorąc do ręki nowy numer bikeBoardu. Od miesiąca nie śpi najlepiej zastanawiając się, o czym będzie następny felieton. Nie wiem. Piszę go pierwszy raz. Z początku miałem plan, aby napisać o urokach jesieni i pięknie barw pokrywy liściasto-iglastej, która z pewnością umila nam każdy jesienny wyskok na rower zaraz po tym jak odmrożą nam się palce, nos z powrotem stanie się drożny, a oczy przestaną łzawić z powodu wiatru i zimna. I tak było jeszcze do wczoraj, wszystko było poukładane, a każde zdanie po zdaniu ułożone zanim jeszcze zasnąłem. Niestety rano nadeszła zima zasypując większość kraju, w tym także pokrywę liściasto-iglastą z całym wspomnianym powyżej pięknem jej jesiennych barw. A to nie może oznaczać nic tak naprawdę dobrego - no może tylko wizja prezentów i przybycia świętego Mikołaja jest jakimś pocieszeniem, bo pogoda na pewno nie. Zimowe wyprzedaże części też są dobre, ale zawsze czegoś brakuje i będzie dopiero w kwietniu. Wiem, że sam w galerii namawiałem Was do przesyłania zdjęć swoich zimowych rowerów, co poskutkowało zmniejszeniem ogólnej liczby rowerów, które się tam znajdują. Wiem, że prawdziwy kolarz górski nie wymięka i nie ogląda się na jakieś tam niewielkie pogorszenie pogody, ale jak ja nie lubię zimy! I to z roku na rok bardziej. Nawet dwa zaprzyjaźnione psy na widok śniegu o poranku czym prędzej zawróciły z powrotem do domu - a wiecie, pies to stwór jakby stworzony do przebywania na dworze, czego dowodzi futro, w które jest seryjnie wyposażony. A w co wyposażony jest kolarz? W termiczne gacie, koszulkę, rękawiczki, nakładki na buty SPD, czapkę pod kask (wszystko nieseryjne w porównaniu do psa i na dodatek kosztowne). W co jeszcze? W rower, który na dodatek marznie pierwszy i za bardzo ogrzać się od niego nie można. Dobrze, że chociaż ewolucja jednośladów dopuszcza coraz więcej carbonu - wszak plastik marznie mniej, ale kto przy zdrowych zmysłach śmigałby na węglowym biku po śniegu i lodzie. Pozostaje mieć nadzieję, że carbonowa rewolucja spowoduje, że każdy z nas będzie mógł sobie złożyć jesienno zimowy rower na plastikowej ramie. I to będzie ten dzień, kiedy zabraknie na świecie samolotów. Ale na poważnie, zima generuje również inne problemy - otóż poważnym zagadnieniem jest przechowywanie maszyn typowo letnich. Zacznę tradycyjnie - trzymanie na balkonie odpada (bo zimno, bo korozja i ogólnie to przyjaciela letnich przygód nie zostawia się na lodzie i mrozie). W piwnicy się nie da. To znaczy da się, ale potem trzeba oglądać zdjęcia używanych rowerów po okazyjnych cenach starając się rozpoznać nasze części. Szczęśliwcy mają swój garaż, w którym mogą na ścianach zawiesić tyle rowerów, ile się zmieści - zainteresowanych odsyłam na retrobike.co.uk, a jak dobrze poszukacie to znajdziecie garaż pewnego pana z USA, w którym zgromadził on więcej tytanu niż w całym przemyśle lotniczym tego kraju. I jeżeli akurat zastanawiacie się, czy jakaś rama, mostek, kierownica, sztyca czy widelec był produkowany w tym konkretnym rozmiarze - on ma wszystkie jakie wychodziły. Ale wracając do tematu przechowywania rowerów - pozostaje sypialnia. Rowery w sypialni bądź w „pokoju dziennym” (nie wiem, dlaczego się tak na to mówi, czy po zmroku nie można już do niego wejść?) prezentują się bardzo dobrze. Jest im ciepło i nie marzną. I teraz uwaga - bardzo cenny argument za: można na nich rozwiesić pranie (nie żeby poszewkę na kołdrę, ale skarpetki się zmieszczą). Mało tego, wśród znajomych i gości zawsze wzbudzają zachwyt lub (częściej) zdziwienie i politowanie połączone z wymownym spojrzeniem na żonę bądź dziewczynę i tradycyjne nawiązanie do tematu schorzeń umysłowych właściciela. No bo przecież wszyscy normalni trzymają rowery na balkonie lub w wyżej wymienionej piwnicy, dzięki czemu serwisy rowerowe wciąż istnieją a producenci WD40 mają się nad wyraz dobrze. W zależności od wielkości mieszkania może też zajść konieczność zawieszenia roweru, tak aby nie znajdował się on w ciągu komunikacyjnym. I tu wybór wieszaków jest ogromny - problem jedynie mają ci, którzy zamieszkują w starszych blokach z epoki Wigier, których ściany są zbyt słabe, by utrzymać rower. Pewnym rozwiązaniem może być trzymanie jednośladu na stole, ale to trochę zmniejsza użyteczność stołu (podobno, bo ja uważam, że na rowerze umieszczonym przy stole można zawiesić kubki i już jest wygodniej). I tak sobie myślę, że każdy z nas się z tym boryka - wszystko przez zimę, bo przecież w przeciwnym razie rower letni nie musiałby zapadać w sen zimowy i chować się do schronu jak niedźwiedź, tylko śmigałby cały rok. Jeżeli macie jakieś dobre lub niecodzienne pomysły na przechowywanie Waszych bików - dajcie znać - zrobimy konkurs, w którym będzie można wygrać apartament o powierzchni 300 m kw. z osobnym, klimatyzowanym pomieszczeniem na rowery. Tym optymistycznym akcentem spoglądajmy w przyszłość, a wiosna nadejdzie hyc, hyc! Za mniej więcej 6 miesięcy…
bikeBoard 11-12/2009 (gdzie kupić)

Dodano: 2009-12-31

Autor: Tekst i zdjęcie: Marcin Glajzer

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

29” z dużym skokiem

e-Bike

Yeti SB5.5 Carbon
Specialized Epic – Generacja Z
KTM Myroon 29 Master
GT Zaskar Carbon 29 Expert
Whyte T130C Works
Giant Reign 2 LTD
Trek Powerfly FS