Na Bike Maratonie w Jeleniej Górze, który był zaliczany do UCI Marathon Series były do wyboru tradycyjnie trzy dystanse - Mini 31 km 600 m w góre, Mega 64 km 1600 m i Giga 87 km 2690 m w pionie. Wszystkie trasy wymagające fizycznie i technicznie, świetnym rozwiązaniem było to, że dystans giga miał osobną dodatkową pętlę, która była zupełnie inna niż w zeszłym roku.

Startowaliśmy z rynku, aby dalej przedostać się po płaskiej pętli rozjazdowej w góry, gdzie zaczynała się zabawa i ściganie. Każdy znalazł coś dla siebie – był szybkie szutrowe zjazdy, dla bardziej wyrafinowanych bardzo techniczne odcinki po kamiennych telewizorach, gdzie trzeba było uważać gdzie kieruje się przednie koło i spora ilość podjazdów, w tym kultowa „Łopata” (można się zdziwić, że asfaltowy podjazd daje tak w kość na rowerze mtb). Trasa wiodła przez malownicze rejony kotliny Jeleniogórskiej, przejazdy przez rzeki i monumentalne skały były na porządku dziennym. Meta była zlokalizowana w Parku Paulinium, gdzie dzień wcześniej odbywały się zawody XC.


Jest to zdecydowanie jeden z najcięższych maratonów w sezonie i możliwość porównania się ze światową czołówką. W tym roku na zakończenie pogoda spłatała uczestnikom figla i spora część osób z najdłuższego dystansu kończyła swoje zmagania już chyba tradycyjnie dla tego sezonu w deszczu i przy 10st Celsjusza.


Naszej drużynie 72D WINDSPORT TEAM POWERED BY OSHEE udało się zająć drugie miejsce w klasyfikacji drużynowej Open ustępując tylko chłopakom z JBG-2, a mi 3msc w Elicie Kobiet zaraz za Jolandą Neff i Michaliną Ziółkowską. Jelenia Góra była testem przed Mistrzostwami Świata w Niemieckim Singen, gdzie będę reprezentować nasz kraj w barwach Kadry Narodowej.

Dodano: 2017-06-09

Autor: Tekst: Karolina Sowa z teamu 72D WINDSPORT TEAM POWERED BY OSHEE

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

Niejasna przyszłość roweru

Nowy wymiar treningu

Moc „ludzi z żelaza”

Młodzi gniewni polskiego XC… rok później