RZECZ BĘDZIE O ROWEROWEJ UPRZEJMOŚCI I EMPATII. Otóż w czasie ostatnich świąt wielkanocnych spotkała mnie rzecz niespotykana i nie chodzi wcale o zające, króliki i kurczaki. Jak zwykle nieco na przekór tradycji, święta wielkanocne spędzaliśmy na Helu. Gospodarze, u których zawsze śpimy w cenę pokoju wliczają także możliwość wypożyczenia kajaka, deski windsurfi ngowej i rowerów. Przy 5 stopniach in plus dwie pierwsze opcje z reguły odpadają. Poza tym trzeba umieć pływać. Możliwości rekreacji w agroturystyce są więc jak widzicie szerokie. Trzecia opcja to w zasadzie nic specjalnego - ot, frontem do klienta i tu zapewne wielu z Was ma przed oczami typowego supermarketowca, przy którym należy przeprowadzić naprawę główną przed każdą jazdą i w porę zaplanować przystanki na kontrolę połączeń gwintowanych. Nie moi drodzy. Tu można się przejechać Cannondale’ami! Do wyboru jest Killer i diabelnie sztywny M900 (bez headshocka)! Mam wrażenie, że sposób, w jaki moja żona na mnie patrzy, kiedy ja patrzę na nie, ma coś wspólnego z zazdrością. Tylko fakt, że jeden jest w rozmiarze „Large” a drugi „X-Large” powoduje, że obydwa nadal są na Helu. Niestety, już nie rosnę. 
Ale Cannony to tylko wstęp. Otóż w związku ze zbliżającym się maratonem w Dolsku (za tydzień od Wielkiej Soboty) postanowiłem znacznie zintensyfi kować treningi. Mam nadzieję, że redakcja da to zdanie maksymalnie piątką - ponieważ była to dla mnie pierwsza w 2010 roku szansa, aby usiąść na bike’u. I od razu M900 i trzy metry do wód Zatoki Puckiej. Wystarczy jeden fałszywy ruch… Po 10 km postanowiłem zrobić pierwszą przerwę i przy okazji zdjąć luz ze sterów - bo mimo, że Cannon wciąż nie jest mój, to żal mi się zrobiło jego rzadkich, 1,5-calowych łożysk. Wtem z przeciwka rowerową ścieżką nadciągnęła gromada dwóch małych rowerzystów w kaskach + tata (też w kasku). I tu uważajcie - pierwszy szok - padają słowa „dzień dobry”, a zaraz po nich - „czy coś się stało?”. Nie wiem jak Wy, ale ja się z czymś takim spotkałem może kilka razy - niestety w Holandii. Nigdy dotąd u nas. A przecież każdemu chyba byłoby miło, gdyby ktoś na widok klucza ampulowego czy pompki w ręku zapytał, czy nie trzeba w czymś pomóc. I tu muszę wtrącić, że nie do końca wyglądałem jak rowerzysta ze względu na zimowe buty (bez bloków), czapkę i żeglarską kurtkę chroniącą od wiatru - można by więc rzec - jak typowy tubylec. Odparłem, że nic i w zasadzie to bardziej chodzi o przerwę na odzyskanie tętna niż jakąś poważną naprawę. Ale przesłanie z tego takie, abyśmy wraz z początkiem nowego sezonu wykazywali nieco więcej empatii dla problemów, jakie mogą spotkać innych - także mniej doświadczonych bikerów. Nie każdy przecież wyrwany ze snu jest w stanie wyrecytować standardy rozmiarów komponentów i dokonać przeglądu okresowego swojego roweru. Są ludzie, którym jazda na rowerze sprawia przyjemność, ale technicznie są no… „nie bardzo”.

Dodano: 2010-06-07

Autor: Tekst: Marcin Glajzer

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

29” z dużym skokiem

e-Bike

Yeti SB5.5 Carbon
Specialized Epic – Generacja Z
KTM Myroon 29 Master
GT Zaskar Carbon 29 Expert
Whyte T130C Works
Giant Reign 2 LTD
Trek Powerfly FS