Wydaje się, że UCI broniąc tradycyjnej formy roweru robi nam, konsumentom dobrze. W końcu w ilu innych sportach wykorzystujących maszyny można kupić w sklepie dokładnie ten sam sprzęt, którego używają herosi podczas swych tytanicznych walk śledzonych przez miliony?

Kierunek rozwoju techniki rowerowej dyktują głównie konstruktorzy, ale ogromny wpływ na to, jak wyglądają rowery ma UCI (Union Cycliste Internationale), pod której parasolem odbywają się wszystkie ważne wyścigi. Ta aktywność wypływa z przeświadczenia, że gdyby nie ograniczenia UCI, zwłaszcza szosowe i torowe konstrukcje zawodnicze byłyby tak odległe od codzienności, jak bolidy Formuły 1 od samochodów ulicznych. Torowcy śmigaliby w pozycji supermana, a na wielkich tourach oglądalibyśmy same rowery poziome w obudowach przypominających krople wody. Rowery ważyłyby znacznie mniej, niż obecne minimum 15 funtów, narażając kolarzy na kontuzje. Wydaje się więc, że UCI broniąc tradycyjnej formy roweru robi nam, konsumentom, dobrze. W końcu w ilu innych sportach wykorzystujących maszyny można kupić w sklepie dokładnie ten sam sprzęt, którego używają herosi podczas swych tytanicznych walk śledzonych przez miliony?
Czyli to dobrze, że UCI jest konserwatywne? Problem polega na tym, że czasem trudno powiedzieć. Na przykład od lat było wiadomo, że calitilevery w krosówkach nie mogą działać dobrze, ale dopiero od minionego sezonu tarcze były dopuszczone w cyklokrosie zawodniczym. Po historycznych już, burzliwych czasach Latającego Szkota i rożków w etapowych szosówkach, w 2009 roku, wybuchła afera, kiedy tuż przed startem do jazdy na czas podczas Volta ao Algarve Alberto Contador dowiedział się, że jego Specialized Shiv nie spełnia reguł, mimo że ten sam rower był OK. podczas wcześniejszych wyścigów pod patronatem UCI, nawet Tour de France. W 2010 roku wielu producentów miało problemy z wymaganą przez UCI proporcją długości do szerokości elementów ram aerodynamicznych. W wyniku tych chaotycznych obostrzeń branża rowerowa zarzuciła UCI niekonsekwencje i narażanie producentów i sponsorów na straty finansowe. Odpowiedzią UCI, upublicznioną w połowie grudnia było, znowu ku zaskoczeniu części producentów, wprowadzenie certyfikacji ram i widelców szosowych, torowych i cyklokrosowych na etapie projektowania. Nie wprowadzono żadnych nowych zasad, ale teraz każdy rower z datą produkcji 2011 i późniejszą, który pojawi się na linii startu licencjonowanego przez UCI, będzie musiał mieć nalepkę z certyfikatem. Żeby ją zdobyć, producenci muszą przesłać rysunki techniczne wszystkich (zakładane do 8) rozmiarów ramy, a następnie prototypy (do zwrotu). Naklejka z logo UCI i numerem certyfikatu ma znaleźć się pod lakierem, tam, gdzie pozostałe grafiki producenta, a ramę będzie mógł legalnie przemalować tylko producent. Za tę przyjemność UCI zażyczyło sobie trochę ponad 36 tys. złotych od modelu w przypadku konstrukcji monolitycznych - obecnie najczęściej carbonowych, i nieco ponad 2 tys. zł od rurowych, takich z mufami. Pod falą krytyki z branży opóźniono wprowadzenie zasad o miesiąc i wprowadzono większe zróżnicowanie procedur. Cena certyfikacji spadła do 15 tys. zł od modelu za szosówkę lub czasówkę i 1,5 tys. za konstrukcję mufową i dodatkowo 9 tys. za modele do imprez masowych i cyklokrosowych. Za te pieniądze UCI wspólnie z pobliską politechniką w Lozannie oceni zgodność z 16 parametrami określonymi w znanych już od lat wymaganiach. Na drobne zmiany, np. między rocznikami, producenci będą mogli uzyskać certyfikację za mniejszą cenę.
W światku rowerowym zawrzało. Część środowiska bojkotuje nowe wymagania, część już się dostosowała. Na stronie UCI można już sprawdzić pierwsze przyznane certyfikaty. Cannondale, Scott, Felt, Pinarello i Corima już mogą się chwalić zgodnością z przepisami. Co z tego wynika dla konsumentów? Jakkolwiek UCI wprowadzeniem certyfikacji i zamieszaniem z cenami (oczywiście
pojawiły się oskarżenie o próby wydojenia producentów) nie poprawiło swojego wizerunku, to teraz będzie można być absolutnie pewnym, że rama z naklejką jest dokładnie tym samym sprzętem, jak ten używany np. podczas Touru. W całym procesie wprowadzenia produktu na rynek
koszt certyfikacji jest pomijalny dla większych producentów, ale może utrudnić konkurowanie manufakturom. Istnieje też ryzyko, że producenci wykorzystają naklejkę do podniesienia cen. Ponieważ UCI będzie miała w sumie 3 miesiące na podjęcie decyzji o dopuszczeniu, nieco
spowolni się proces wprowadzania nowych modeli. Ciekawa sprawa z tym certyfi kowaniem i obroną czystości formy roweru. W zawodniczym sprzęcie MTB panuje dużo większa wolność, niż
w szosowym, i mimo to sprzęt zawodniczy ciągle jest dostępny dla zamożnych amatorów, nie dziwaczeje i nie wymaga nadludzkich umiejętności w obsłudze. Może nieskrępowana innowacyjność doprowadziłaby do przełomów na miarę 29” na szosie? No i może można nieco bardziej liczyć na normalne mechanizmy samoregulacji rynku? W końcu, jeśli producenci przesadzą z udziwnianiem konstrukcji, to stracą klientów, a jeśli rowery będą się łamały na wyścigach, to „zła prasa” również ich pogrąży...

Poniżej natomiast zamieszczamy pełne oficjalne stanowisko UCI.

Program zatwierdzania ram i widelców Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) spotyka się z dużym zainteresowaniem branży – pierwsze marki i modele otrzymują oznaczenie UCI.

15/03/2011

Międzynarodowa Unia Kolarska zatwierdziła pierwsze modele ram i widelców w odpowiedzi na wnioski producentów. Zatwierdzone modele należą do następujących marek: Richard Sachs Cycles, Scott Sports SA, Cicli Pinarello S.p.A., Willier Triestina S.p.A., Felt Bicycles, Cannondale Bicycle Corporation, BMC Trading AG et Corima SA. Kiedy trafią do sprzedaży, wspomniane ramy i widelce będą nosiły oznaczenie potwiwerdzające, że przeszły proces certyfikacji UCI. Pełna, regularnie uaktualniana lista zatwierdzonych modeli jest dostępna w dziale Sprzęt strony UCI. Do dnia dzisiejszego UCI otrzymała wnioski rejestracyjne od 17 producentów – w tym niektórych liderów branży – dotyczących ponad 40 modeli. UCI poinformuje o ich nazwach certyfikowanych modeli w momencie ich zatwierdzenia. Julien Carron, Koordynator ds. Technologii UCI koemntuje: „Doceniamy to, że generalnie producenci zaakceptowali tę nową procedure certyfikacji. W styczniu w siedzibie UCI zostało zorganizowane spotkanie by umożliwić producentom wzięcie aktywnego udziału w stworzeniu procedury. UCI otrzymuje obecnie nieustannie wnioski o certyfikację od producentów, co jasno pokazuje, że procedura zatwierdzania została dobrze przyjęta”.
Zdaniem Billa Duehringa, prezesa Felt Bicycles: „Felt jest bardzo dumny z bycia jednym z pierwszych producentów którzy otrzymali oznaczenia certyfikacji do wyścigów. Jako firma zorientowana na wyczyn w pełni popieramy ten nowy usprawniony proces. Likwiduje on wszelką subiektywność z tego co jest dopuszczone przez UCI, a co nie jest, coś czego jesteśmy zwolennikami na 100%. Biorąc pod uwagę współczesną komplikację, czasy projektowania i wdrażania do produkcji związane z wprowadzaniem zaawansowanych rowerów jesteśmy zadowoleni z uwzględnienia potrzeb producentów przez UCI jak to zrobili”.
Producent ram Richard Sachs specjalizujący się w produkcji ram szosowych i cyklokrossu był jednym z pierszych wnioskujących o certyfikację jednego z jego produktów. „Po moim wstępnym wniosku wszystko działo się szybko. Procedura była szybka i tania. Jako menedżer i sponsor zespołu cyklokrossowego który bierze udział w około 30 wyścigach w ciągu sezonu muszę powiedzieć, że procedura certyfikacji produktu jest równie łatwa jak rejestracja na wyścig”.
Procedura certyfikacji prze UCI ram i widelców weszła w życie 1go stycznia 2011. Procedura prowadzi do przyznania oznaczenia certyfikującego, że nowe modele są zgodne z wymaganiami Regulaminu UCI. W wyniku konsultacji z producentami UCI wprowadziło 3 osobne procedury certyfikacji: pełną procedurę dotyczącą modeli „monocoque” używanych podczas wyścigów na czas oraz torowych, procedurę pośrednią dla modeli „monocoque” używanych wyścigów masowych i cyklokrossowych jak i modeli „monocoque” z antydatowaną certyfikacją (wyprodukowanych przed 2011) oraz uproszczoną procedurę dotyczącą modeli „rurowych”.
Kosz pełnej procedury certyfikacji to 5000 CHF, pośredniej 3000 CHF, a uproszczonej 500 CHF. W każdej procedurze opłata pokrywa certyfikację dla maksymalnie 8 rozmiarów. Skromny dodatek (pomiędzy 50 a 500 CHF – w zależności od rodzaju procedury) będzie wymagany od producentów chcących certyfikować dodatkowe rozmiary.
Trzeba zauważyć, że wymienione opłaty są jedynie ceną pokrycia kosztów. UCI nie będzie w żaden sposób czerpało korzyści z procesu certyfikacji. Koszty poszczególnych procesów mogą być w przyszłości dostosowywane w zależności od rozwoju finansów projektu.
Nowa procedura certyfikacji rozwiąże szereg problemów na które natrafiali sami producenci, zespoły, ich zawodnicy, jak również formalni przedstawiciele pracujący przy wyścigach:

- producenci będą mieli pewność zgodności ich produktów nim trafią do produkcji
- kontrowersje dotyczące zgodności produktów odejdą do przeszłości
- praca przedstawicieli UCI którzy przeprowadzają inspekcję sprzętu przed startem stanie się dużo łatwiejsza
- zawodnicy – od profesjonalisów, do amatorów – będą mieli pewność, że nabyli model, który jest zgodny regulaminem UCI
- Naklejka „UCI approved” będzie wartością dodaną ram i widelców które przejdą certyfikację przynosząc korzyści producentom

Dalszych informacji na temat procedury certyfikacji ram i widelców udziela: Mr Julien Carron, Koordynator ds. Technologii, approval@uci.ch

Nieautoryzowane tłumaczenie własne bikeBoard

Poniżej znajdziecie również link do innego artykułu UCI - związanego z obniżeniem cen dla zrzeszonych manuraktur: www.uci.ch

Dodano: 2011-04-30

Autor: Tekst: Maciek Machowski

Reklama


Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby komentować

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

Aktualny numer

Piszemy m.in.

ROWERY 2018

28 lat minęło – Yeti Ultimate

Odzież, akcesoria i dużo, dużo więcej!